Translate

środa, 16 marca 2016

BIAŁY NARÓD POŁUDNIOWEJ AFRYKI

BIAŁY NARÓD POŁUDNIOWEJ AFRYKI - część pierwsza

Na świecie -  a  głównie w Europie,  nie mówi się i nie pisze wiele o niemalże zapomnianym narodzie w dalekiej Południowej Afryce. Nie dochodzą do nas echa rugowania i wywłaszczania ich z ziemi, usuwania z administracji, dyskryminowania i wypędzania. Światowe mass media nie ukazują informacji na temat mordów, gwałtów i przemocy na białym narodzie, niezmiernie ciekawym i o bardzo burzliwych dziejach, na narodzie który budował zręby Republiki Południowej Afryki , na narodzie który nosi  nazwę Burowie.

Całe interludium do epopei tego narodu zaczęło sie w 1652 roku, kiedy to do wybrzeży Zatoki Stołowej przybiło kilka statków Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej  z  państwa zwanego wówczas Zjednoczonymi Prowincjami Niderlandów. Była to spółka handlowa ( pierwszy na świecie koncern międzynarodowy oraz pierwsza na świecie kompania wypuszczająca akcje, papiery wartościowe dla finansowania swojej działalności), która dała początek holenderskiej potędze gospodarczej i która stworzyła pierwsze na świecie kolonialne imperium światowe. W tym czasie Holendrzy - jako naród niezmiernie przedsiębiorczy -  opanowywali na wszelkie sposoby ważne punkty strategiczno-ekonomiczne. Najczęściej były to ważne wyspy, cyple, zatoki, przesmyki czy wreszcie istotne portowe miasta. Holendrom chodziło o kontrolę nad szlakami handlowo-komunikacyjnymi, które niejednokrotnie sami tworzyli, uruchamiając handel z najdalszymi zakątkami Ziemi. Ich flota która kursowała po wszystkich oceanach , potrzebowała stałych punktów zaopatrzeniowych, które również służyłyby  do obsługi statków i okrętów innych bander, przynosząc niezły dochód.  Takim doskonałym punktem był Przylądek Dobrej Nadziei .

Kilka lat wcześniej na burzliwych wodach Zatoki Stołowej awarii uległ holenderski statek zaopatrzeniowy. Zanim zatonął ci członkowie  załogi którzy ocaleli, na ląd zabrali skrzynie z nasionami i sadzonkami uprawnych, europejskich roślin oraz kilka sztuk hodowlanych zwierząt w postaci bydła oraz owiec i kóz. Rozbitkowie zostali przypadkiem odnalezieni za niecałe dwa lata przez inny statek holenderski który zawinął do zatoki w celu uzupełnienia pitnej wody. Po powrocie do Niderlandów rozbitkowie zdali wyczerpującą relację ze swego pobytu na skraju Afryki. Okazało się że jest tam klimat bardzo podobny do klimatu śródziemnomorskiego, który stworzył doskonałe warunki przyrodnicze do rozwinięcia tam osadnictwa. Rozbitkowie uprawiali rośliny których sadzonki i ziarna zabrali ze statku i z powodzeniem  hodowali inwentarz. Ziemia okazała się doskonała do rolnictwa a wielkie przestrzenie pozwalały na utrzymywanie dużych stad zwierząt hodowlanych. Miejscowe szczepy plemienia  Khoi - Khoi  (zwani później Hotentotami)  były  pokojowo nastawione i dysponowały dużymi stadami domowych inwentarzy które można było nabyć w drodze wymiany, bo oprócz warzyw i owoców to mięso było głównym artykułem pożądanym przez załogi okrętów. Ta bardzo pozytywna relacja oraz umiejscowienie przylądka spowodowała że liderzy Kompanii zdecydowali się założyć tam port służący jako stacja zaopatrzeniowa dla statków płynących z Europy do Indii i z powrotem.

Dowódca ekspedycji  Johan  van Riebeeck  miał za zadanie zorganizowanie bazy zaopatrzeniowej. Wybudował niewielki fort (będący namiastką dzisiejszego  miasta Kapsztad) oraz port. Z racji tego że głównym zadaniem nowej kolonii miało być dostarczanie świeżej żywności dla załóg statków, potrzeba było ludzi którzy znają się na uprawie roli oraz chowie zwierząt. Dlatego ściągnięto z Niderlandów prostych chłopów znających się na swej robocie, oferując im bardzo dogodne warunki osiedlenia się. Zwolniono ich na jakiś czas z podatków i dano ziemię za darmo.  Z uwagi na fakt że miejsce kolonii znajdowało się "na krańcu świata", niewielu było ochotników. Najczęściej przybywali nieżonaci, zubożali chłopi, pełnych rodzin było niewiele bo któż chciałby zabierać żonę z dziećmi do nieznanego, dzikiego kraju ? Ludzie ci w prowincjonalnej gwarze środowisk wiejskich Niderlandów mówili o sobie:  "Boer" (pol. "Bur" ), co  oznacza chłopa, rolnika. Z uwagi na brak białych kobiet osadnicy wchodzili w relacje seksualne z Hotentotkami  - nierzadko zakładając też rodziny, co zaowocowało powstaniem nowej grupy ludności zwanej Griqua lub Bastard. Byli to mieszańcy którzy z czasem wykształcili własną kulturę (opartą na kalwinizmie) i po migracji w głąb lądu założyli własne, autonomiczne siedziby -  ( ci ludzie w późniejszej polityce apartheidu byli zaraz po białych najbardziej uprzywilejowaną grupą ludności). Burowie zaczęli z powodzeniem gospodarzyć a ich produkty trafiały na statki i okręty. Z czasem gdy liczba osadników powiększała się (przez przyrost naturalny i nowych przybyszów zwabionych dobrymi wieściami) stopniowo powiększali oni teren osadnictwa. Doszło do konfliktu o ziemię z tubylcami którzy w toku tzw. "wojen hotentockich" zostali pokonani. Ci co ocaleli od walk i epidemii albo pozostali przyjmując styl życia przybyszów albo wywędrowali.  Dużym "zastrzykiem" dla społeczności Burów byli imigranci hugenoccy z Francji w której w 1685 roku zniesiono tolerancyjny edykt nantejski i zmuszono pośrednio tamtejszych protestantów do emigracji. Przybyło wtedy do kolonii mnóstwo speców od handlu i rzemiosła, ludzi przedsiębiorczych, co wydatnie wzbogaciło możliwości ekonomiczne . Należy zaznaczyć że władze kolonii nie były zainteresowane rozszerzaniem granic kolonii. Ideą holenderskiego imperium nie było zajmowanie ziem tylko ważnych punktów o znaczeniu strategiczno-handlowym, najczęściej na wybrzeżach - o czym wcześniej wspomniano. Istota  niderlandzkiego sukcesu tkwiła w potędze floty i kontaktach handlowych, nie zaś w wielkich połaciach terytorium wewnątrz lądu, które pochłaniałoby krocie na ich utrzymanie i administrowanie. Dlatego niechętnie władze kolonii patrzyły na przedsiębiorczych osadników. Burowie nie tylko coraz częściej kierowali wzrok w głąb interioru z uwagi na swój przyrost naturalny i chęć wzbogacenia się , ale również z innych przyczyn. Władze kolonii z czasem podnosiły podatki (zależało to od kondycji finansowej spółki), narzucały ceny na płody rolne i zakazywały sprzedaży tychże innym odbiorcom niż Kompania. To budziło oczywisty sprzeciw, tym bardziej że władze nie chcąc zaostrzać relacji z tubylcami , nie pozwalały na terytorialną ekspansję w głąb lądu.  Oczywiście co śmielsi Burowie o pionierskich zapędach i żyłce awanturniczej nic nie robiło sobie z tych zakazów. Chcąc uciec spod krepującej ich rozwój władzy coraz  częściej całymi rodzinami i rodami przemieszczały się na wschód i północny wschód od okolic Kapsztadu. Z czasem wskutek migracji i stylu życia wykształciły się trzy grupy Burów:

1. Burghers (Burgerzy) - mieszkańcy wybrzeża, samego Kapsztadu i najwcześniejszych osad które stopniowo stawały sie miastami. Byli to ludzie związani z morzem (marynarze, rybacy, wielorybnicy, łowcy fok), urzędnicy kolonii, kupcy , rzemieślnicy i początki warstwy inteligenckiej. Z uwagi na wykonywane zawody ta grupa czuła się najbardziej związana z Kompanią i pośrednio z metropolią.

2. Grensboers (Grensburowie)  - typowi rolnicy osiedleni w głębi lądu. Była to grupa największa i najzamożniejsza. Źródłem ich bogactwa były farmy na których specjalizowali sie głównie w produkcji wina i zboża. Ich posiadłości stanowiły rozległe winnice i sady oraz łany zbóż. Pracowali na nich hotentoccy oraz azjatyccy niewolnicy (ci ostatni ściągani z Madagaskaru, Malajów czy nawet dzisiejszej Indonezji), zapewniając swym panom dostatnie i bardzo wygodne życie (tzw. "trekker lewe"). Tereny te były już skolonizowane, tubylcy albo pozostali i dostosowali się do stylu życia białych albo wywędrowali w głąb lądu. Sporadycznie zdarzały się konflikty głównie ze zwykłymi rabusiami, zbiegłymi niewolnikami, wyzwoleńcami czy włóczęgami  (także białymi).

3. Trekboers (Trekburowie) - grupa stosunkowo mniejsza od poprzedniej ale żyjąca na olbrzymim obszarze. Byli to koczowiczy lub półkoczowniczy pasterze , żyjący w prymitywnych warunkach, bardzo twardzi i zaradni, typowi pionierzy  którzy żyli na pograniczu niezbadanych i nieskolonizowanych ziem. Głównym ich bogactwem były olbrzymie stada bydła (hodowano również owce i kozy) oraz koni -  jako środek lokomocji.  Stada te były niemal półdzikie, rodzina burska była zmuszona iść tam gdzie szło stado w poszukiwaniu trawy czy wody. Burowie ci przewozili swój skromny dobytek na wozach które były nie tylko oprócz grzbietu konia środkiem lokomocji ale też służyły jako domy mieszkalne. Na czas postoju w zależności od pogody z tyłu lub boku wozu rozstawiano drewniane tyczki na których rozściełano rodzaj płóciennego dachu i powiększano "powierzchnię mieszkalną". Używano dwóch typów wozów: jeden niewielkich rozmiarów, lekki, do przewozu bardziej ludzi niż towarów, zaprzężony w osły lub muły (rzadziej konie które używano do jazdy wierzchem) oraz szerokie i wysokie wozy zwane "ossewa" ciągnione przez kilka lub kilkanaście par specjalnie przyuczonych do tego wołów. Konstrukcja takiego wozu była bardzo solidna z uwagi na trudny teren i brak dróg. W rejonach bardziej żyznych , nawodnionych,  gdzie trawy było pod dostatkiem i wystarczało jej na parę miesięcy dla stad, Burowie budowali chaty żeby zatrzymać się na dłużej. Tylko z kształtu przypominały chaty europejskie, materiałem do ich budowy była glina, błoto, kamienie, wiklina i zwierzęcy nawóz. W środku nader skromne wyposażenie stanowił stół i krzesła, spano na podłodze na sianie. Trekburowie byli nader samowystarczalni. Ubrania i obuwie robiono ze skóry, świece z łoju, leczono się ziołami , niektórzy specjalizowali się w kowalstwie i posiadali przenośne kuźnie (tam gdzie takich nie było często Burowie korzystali z usług tubylczych kowali).  Jedyną rzeczą jakiej Trekburowie potrzebowali ze świata zewnętrznego była broń palna i proch. Dlatego w wielkim poszanowaniu byli wędrowni kupcy którzy handlowali tymże towarem. Czasami żyjący na obrzeżach interioru w jeszcze bliskiej odległości od osiedli, Trekburowie rodzinami lub wspólnotami sąsiedzkimi organizowali wyprawy do pogranicznych faktorii handlowych w celu nabycia broni i prochu. Byli też tacy zdolni co sami w buszu usiłowali robić proch czy naprawiać muszkiety. Były też rodziny które żyły najdalej w głębi interioru i broni palnej  nie posiadali. Dlatego w ich najżywotniejszym interesie było ułożenie sobie jak najlepszych relacji z sąsiednimi plemionami i korzystanie z ich pomocy do czasu gdy broń zorganizowano. Pomijając fakt przynależności do innej rasy, Trekburowie stylem życia, obiektami mieszkalnymi a nawet strojem czy przystosowaniem się do miejscowych warunków nie odbiegali zbytnio od tubylców. Różnili się od nich tylko stosowaniem broni palnej, koni i wozów oraz posiadaniem Biblii.  Głównym zajęciem  Trekburów było nadzorowanie stad, chronienie ich przed drapieżnikami i tubylcami, doglądanie zwierząt, zwiadowcze wyprawy i prace w obrębie biwaku. Dietę stanowiło głównie mleko i mięso a życie pędzono na świeżym powietrzu, często w siodle i zawsze z bronią w ręku.  Z omawianego środowiska  wywodziła się dodatkowa,  wąska , mało liczna grupa. Byli to ludzie którzy często żyli samotnie lub w małych , nietrwałych grupach, bardzo rzadko w rodzinach. Zajmowali się głównie myślistwem i okazyjnym handlem, zawsze w drodze, docierali na tereny na które jeszcze grupy Trekburów nie dotarły, często służyli jako zwiadowcy, przewodnicy  i odkrywcy nowych ziem i szlaków. Nazywano ich Voortrekkerami czyli "ci co idą przodem". Później w trakcie wędrówki czasu Groot Treku  tym mianem nazywano tych wszystkich Burów którzy w tej wędrówce wzięli udział.

Generalnie Trekburowie prowadzili bardzo barwne życie, okraszone niebezpieczeństwami  dnia codziennego, wynikających stąd osobistych i rodzinnych tragedii, oraz we wrogich nieraz relacjach z tubylcami których jednak na obszarach gdzie wędrowali Burowie nie było wielu. Zdarzały sie walki z Hotentotami i Buszmenami (nazwa własna "San") ale generalnie większość tych pierwszych albo wybrała życie wśród białych albo wywędrowała na północ i północny zachód w kierunku dzisiejszej Namibii, (Buszmeni zajmujący sie łowiectwem,  rzadko się asymilowali z białymi, spychani z żyznych ziem, wybierali życie na najbardziej niegościnnych terenach). Chociaż istniało niewolnictwo (zwłaszcza na farmach Grensburów) to jednak nie istniało ono w takiej formie u Trekburów. Po prostu trudy i prostota życia powodowały że różnice między panem a niewolnym zacierały się w toku życia codziennego i w trakcie walk o przetrwanie w ciężkim i trudnym środowisku. Czasami w trakcie walk czy polowania, Hotentot narażał życie dla Bura -  czasami bywało odwrotnie. Nierzadko jadano i spędzano czas wolny wspólnie a dzieci tubylców wychowywały się wraz z potomstwem Burów. Zresztą relacje z plemionami miejscowymi bywały różne w zależności od okoliczności (czasami walczono a czasami pomagano sobie wzajemnie). Burowie poruszali się w kierunku wschodnim i północno wschodnim gdzie tubylców było niewielu a ci co egzystowali padali ofiarą migracji o wiele lepiej zorganizowanych i liczniejszych ludów Bantu które nadciągały z północy . Pierwsze starcia Burów z plemieniem Xhosa z grupy Bantu datowane są na lata 20-ste XVIII wieku.
Tutaj należałoby pozwolić sobie na drobna dygresję i  zatrzymać się nad pewnym problemem, który jest bardzo aktualny do dziś dnia w Republice Południowej Afryki. Mianowicie trwa zażarta dyskusja kto pierwszy osiedlił się w granicach kraju: biali czy ludy Bantu? Chociaż bezsprzecznie rdzennymi mieszkańcami tamtych ziem są Buszmeni , którzy istnieli tam od czasu gdy powstał człowiek, a ich antropologiczni i językowi krewni Hotentoci przybyli tam w IX wieku n. e. to jednak rządzący aktualnie republiką "elity" ludów Bantu mają swoje wyrobione na ten temat zdanie. W ogóle nie biorą pod uwagę oczywistych i niezaprzeczalnych faktów historycznych, na podstawie których wiemy że w momencie sadowienia się Holendrów  w Zatoce Stołowej, migrujący Bantu znajdowali się daleko, na północ od rzeki Limpopo. Ale czarni lewaccy rasiści rządzący RPA, byli marksiści-komuniści chcący legitymować  swą władzę i instytucjonalizować państwo chaosu jakie stworzyli,  z uporem zaprzeczają faktom i twierdzą, że z uwagi na to że Bantu są czarnymi Afrykanami to kraj należy do nich. Zapominają o ludach Khoi - Khoi i San których zwalczali i zabierali ziemię a niedobitki wcielali do swych plemion (dlatego najbardziej na południe wysunięte plemię Xhosa z ludów Bantu posiada wyraziste znamiona elementów rasy żółtej, będące charakterystyczną cechą antropologiczną ludów Khoi i San - fizjonomia Nelsona Mandeli jest tego najlepszym przykładem). Ale celowa propaganda rządzących to już temat do osobnych rozważań.

Religią Burów - jak i ich holenderskich przodków - był kalwinizm. Kościół ten należał do rodziny protestanckiej i był bardzo radykalny w swych założeniach i kulcie praktycznym. Stawiał na prostotę i surowość obyczajów oraz życia, na twarde reguły postępowania w grzesznym świecie, kultywował pracowitość i przedsiębiorczość. Rytuały religijne były ograniczone do minimum a głównym źródłem wiary była Biblia. Księga ta była bardzo ważna dla żyjących w dziczy Burów, stanowiła źródło prawa i etyki, tłumaczyła świat, dodawała sił duchowych i psychicznych, była elementarzem dla dzieci  uczących się  pisać i czytać. Jedną z cech kalwinizmu była predestynacja czyli przez Boga z góry ustanowione założenie kto ma być zbawiony a kto nie. Ta reguła niezmiernie odpowiadała  zamkniętemu  w sobie społeczeństwu burskiemu gdyż dla żyjących na wielkich przestrzeniach w małych grupach rodzinnych , w otoczeniu  dzikich afrykańskich plemion stanowiła podstawę ideologiczną  do odseparowania się od stwarzających zagrożenie tubylców. Dla Burów ludy Bantu były - wg interpretacji Biblii - potomkami przeklętego Chama, którzy już za życia są skazani na potępienie i niezależnie co by uczynili i tak potępieni będą. Nazywano ich pogardliwie Kaframi , a słowo to przejęto z języka arabskiego oznaczające niewiernego.  Z kolei  Burowie w przenośni  utożsamiali się ze starożytnym narodem Izraela, których celem jest odnalezienie swej ziemi obiecanej i  wydarcie jej z rąk czarnych dla których dusz i tak nie ma już ratunku.  Praktyczną przyczyną takiego podejścia było fizyczne zagrożenie jakie stanowiły dla nielicznych Burów duże i ludne plemiona Bantu które parły na południe i coraz częściej ścierały się z osadnikami. W przeciwieństwie do Hotentotów  Bantu byli lepiej zorganizowani, bardzo liczni i wojowniczy oraz zmotywowani w swej migracji do trwałego opanowania terytoriów które przemierzali. O ile Hotentoci chętnie przyjmowali styl życia i religię białych to Bantu byli przekonani o swej mentalnej i kulturowej niezależności i wyższości. Takie podejście w połączeniu z bezkompromisową bitnością i militarną organizacją społeczną powodowało potencjalne, wielkie niebezpieczeństwo dla Burów. Dlatego "podciągnięto" pod praktyczną sytuację lokalną reguły kalwinizmu i przesłanie Słowa Bożego,  tworząc zręby specyficznego nacjonalizmu i  cechy tożsamości kulturowej  kultywowane do dzisiaj (które teraz są bardziej aktualne niż kiedykolwiek).

W społeczeństwie Burów, na bazie prowincjonalnego języka niderlandzkiego czy też żargonu używanego przez holenderskich chłopów na wsi,  powstał wielce oryginalny język afrikaans. Stopniowo przyjmowano do niego coraz więcej słów i fraz z języków migrantów przybywających do Kraju Przylądkowego i wtapiających się w społeczność Burów. Oprócz Holendrów byli to głównie Niemcy i francuscy hugenoci, nie brakowało też Skandynawów i innych. Od początku XIX wieku widoczne stały się elementy angielszczyzny.  Do nowego języka zaadaptowano również wyrażenia z dialektów hotentockich a z czasem również Bantu oraz narzeczy malgaskich i malajskich.  Język ten stał się stopniowo językiem pisanym, mniej więcej od lat 40-tych  XIX wieku, kiedy to świeżo powstała inteligencja burska w Kapsztadzie zaczęła słowa przenosić na papier.

Zasady religijne, oryginalny język,  rozległy i dziki kraj, surowy styl życia, ciągłe zagrożenie ze strony czarnych,  niebezpieczeństwa dnia codziennego i niepewność jutra spowodowały że  Burowie z czasem zaczęli dostrzegać własną odrębność i być z niej dumni. Oprócz nazywania siebie "Boers" zaczęli również używać na określenie siebie samych terminu "Afrikaners" - Afrykanerzy -  co miało na celu podkreślenie że ojczyzną nowego narodu jest właśnie Afryka.

W trakcie wędrówki  w głąb interioru Burowie coraz bardziej tracili kontakt i więzi z Holenderską Kompanią Wschodnioindyjską oraz z metropolią. Nowe  pokolenia Trekburów nie znało Europy czy nawet nie widziało afrykańskich brzegów oceanu (mogli jedynie słyszeć o tym z opowieści rodziców i dziadków) , znało tylko step w głębi lądu gdzie się wychowywali i egzystowali wraz ze wspólnotą. W przeciwieństwie do Burgerów czy Grensburów, z czasem kontakt między Trekburami a Krajem Przylądkowym z Kapsztadem urwał się niemal całkowicie. Powoli ale sukcesywnie tworzył się nowy naród o specyficznej kulturze, religii i mentalności który zaważył na losach tej części Afryki.

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ