PRAWDA O TZW. KWESTII INDIAŃSKIEJ
Część Druga
Pierwszymi symptomami nadejścia
dla rdzennych Amerykanów nowych czasów w postaci cywilizacji i wartości
niesionych przez przybyszów zza Atlantyku były broń palna i koń. Okazały się
one wielką rewolucją w ekonomii i kulturze Indian - zwłaszcza na zachód od Missisipi.
Pierwsza pojawiła się broń palna wraz z
francuskimi osadnikami na wybrzeżu dziesiejszej Kanady już w połowie XVI
wieku. Stanowiło to zupełną nowość dla tubylców i wzbudziło ich niesłabnące
zainteresowanie. John Smith w swoich pamiętnikach wspomina o tym że Indianie
mieszkający w pobliżu osady Jamestown, pragnęli posiadać nową broń i nabywali
ją na różne sposoby. Chociaż istniał zakaz sprzedaży jakiejkolwiek broni
tubylcom, to skutecznie był on omijany zwłaszcza przez osadników z Jamestown
którym dotkliwie doskwierał głód w trudnych początkach istnienia tej osady.
Indianie nabywali arkebuzy i inną broń głównie drogą handlu lub kradzieży.
Wiadomo że kilka lat przed pierwszym otwartym konfliktem z osadnikami, Indianie
posiadali już co najmniej kilka sztuk broni palnej i potrafili się nią
posługiwać. Szybko zauważyli że nowy oręż może być efektownym środkiem do prowadzenia walki na
dystans. Do tego dochodziła też sprawa prestiżu - wojownik posiadający taką "nowość"
cieszył się uznaniem i niejako zwiększał swój status społeczny. Chociaż
ówczesna broń palna była nieporęczna i
mało celna to dawała przewagę psychologiczną, zwłaszcza w użyciu przeciwko
wrogowi który wcześniej się z nią nie zetknął. To prawda że łuk był bronią
bardziej "szybkostrzelną" w porównaniu do arkebuza i bardziej celną
ale broń palna miała większy zasięg i z czasem
stawała się coraz skuteczniejsza. Po arkebuzach z zamkiem lontowym a
później kołowym, pojawiły się muszkiety skałkowe, które oprócz zwiększonego
zasięgu były coraz celniejsze. Broń palna bezustannie ewoluowała a łuk
pozostawał taki sam.
Jak już wspomniano wyżej, z
czasem Indianie ze wschodniego wybrzeża mieli coraz szerszy dostęp do broni
palnej która powoli wypierała z użycia
łuki. Doszło do tego że, niektórzy wojownicy z pokolenia Indian walczących w
wojnie siedmioletniej na terenie Ameryki Północnej, posługiwali się lepiej
muszkietem niż łukiem - zupełnie odwrotnie niż ich ojcowie. Pokolenie następne
już zdecydowanie traktowało łuk jako coraz bardziej odchodzący do lamusa
archaizm.
Indianie najczęściej płacili za
broń skórami zwierząt, szczególnie popularne były skórki bobrowe które szybko
stały się na pograniczu środkiem płatniczym. Indianie mogli dostarczać ich w
dużych ilościach (przynajmniej do momentu ich przetrzebienia ...) a w Europie
były bardzo poszukiwane i cenione jako podstawowy surowiec do produkcji
luksusowej odzieży. Gdy na danym terenie populacja tych zwierząt została
przetrzebiona, myśliwi przenosili się na inny obszar ich występowania gdzie z
czasem historia powtarzała się. Dochodziło tym samym do szeroko zakrojonych
wojen plemiennych w których strony walczące starały się opanować i kontrolować
"bobrodajne" rewiry. Konflikty te nakręcane były przez chęć
posiadania przez Indian broni palnej i innych towarów europejskich, z drugiej
strony przy pomocy tej broni wojny te głównie były prowadzone. Użycie jej na
skalę masową spowodowało olbrzymie straty u tubylców, eksterminację i
przemieszczenie całych plemion . Tzw. Beavers Wars były serią konfliktów zbrojnych które rozpoczęły się około 1641
roku pomiędzy Irokezami (Haudenosaunee) a
Francuzami z Kanady oraz ich indiańskimi
sprzymierzeńcami. Stroną bardziej agresywną i atakującą byli Irokezi (oblegali
i zdobyli Montreal dokonując masowej rzezi mieszkańców), choć Francuzi w
ostatniej jej fazie próbowali przejąć inicjatywę, podejmując kilka ekspedycji
na terytoria Irokezów, niszcząc ich wsie i zapasy. Wojna trwała do 1701 roku
kiedy podpisano ugodę o wstrzymaniu walk, częściowym status quo i pozwolono
uchodźcom obydwu stron powrócić na swoje ziemie. W trakcie tej wojny Irokezi opanowali i
kontrolowali terytorium, kilkakrotnie większe niż ich własne. Obszar ten sięgał
od dzisiejszego stanu Nowy Jork na wschodzie aż do Illinois na zachodzie i od
południowych i centralnych wybrzeży Wielkich Jezior na północy, do linii Masona
- Dixona na południu. Już na początku walk Irokezi wybili Huronów, w 1650
zadeklarowali wojnę plemieniu Attawandaron
i w trzy lata później niemal zupełnie je unicestwili. W 1654 Irokezi zaatakowali Indian Erie, ale z uwagi na fakt że plemię to
było związkiem szczepów i stanowiło dużą siłę militarną - stawiało zacięty opór
najeźdźcom. Jednak w przeciągu dwóch lat walk konfederacja Erie została
zlikwidowana a w walce poległo 12 tys. ich członków. W późniejszych latach
konfliktu zniszczeniu uległo też plemię Susquehannock. Chociaż siły militarne
tych plemion przewyższały liczebnie oddziały Irokezów to właśnie dzięki broni
palnej zakupionej od Holendrów a później od Anglików Irokezi mieli przewagę i
bezlitośnie ją wykorzystali.
Rozprzestrzenianie się nowej broni przebiegało na zachód, południe i
kierunki pośrednie. Pomijam tutaj fakt posiadania broni palnej przez Hiszpanów
i pojawienie się jej na Południowym Zachodzie, z uwagi na restrykcyjny zakaz
sprzedaży tejże tubylcom który, w przeciwieństwie do wschodniego wybrzeża - o
dziwo - był przestrzegany. Ale
niewątpliwie sporadycznie był łamany ale nie odnotowany został i tym samym
nieznany jest fakt używania broni palnej przez tubylców z tamtych stron na
skalę masową jak u Indian leśnych. Wracając do wschodnich obszarów nas
interesujących, należy zauważyć że dostęp do niej nie tylko pozwolił bardziej
aktywnym plemionom na ekspansję i pokonanie niejednokrotnie liczniejszych
sąsiadów ale również zrównoważył w pewnym sensie szanse na walkę z
Europejczykami. Plemiona z Południa dzisiejszego USA w trakcie walk z Anglikami
a później Amerykanami, skutecznie nauczyli się korzystać z broni palnej a także
przyswajali sobie elementy taktyki białych (strzelanie salwami, tyraliera w
obronie i ataku, defensywne wykorzystanie wozów, organizacja oddziałów na wzór
wojskowy itd.). Po wygnaniu na zachód
tzw. Pięciu Cywilizowanych Plemion "Szlakiem Łez", Indianie ci na terenie
dzisiejszej Oklahomy i Arkansas zetknęły się z plemionami żyjącymi na
pograniczu Równin. Rzecz jasna musiało dochodzić do konfliktów zbrojnych w
których wschodni tubylcy - jako weterani walk z białymi - dobrze zaopatrzeni w
broń palną i obeznani z taktyką europejską skutecznie wywalczyli sobie nowe terytoria
do zamieszkania.
Broń palna drogą handlu szybko dotarła na północne Wielkie Równiny, do
Kotliny, na Płaskowyż i dalej aż nad Pacyfik. Niektóre plemiona posiadały ją
szybciej niż zaczęli robić użytek z koni (np. Czarne Stopy, czy Kri). Generalne
na tamtym dużym obszarze broń palna lokalnie wyprzedzała przybycie koni w
zakresie od kilku do kilkunastu lat. Wydatnie pomagało to Indianom w
polowaniach - zwłaszcza na bizony - tym bardziej że głównie stosowano metody
łowieckie rodem z paleolitu o czym była mowa wyżej. Wielkie Równiny były
traktowane jak wielka spiżarnia pełna żywego mięsa w postaci bizonów nie tylko
przez jej mieszkańców, ale także przez plemiona bytujące na Płaskowyżu czy w
Wielkiej Kotlinie, które podejmowały dalekie i wyczerpujące piesze wędrówki w
celach łowieckich. Posiadając broń palną takie plemiona jak Kutenai, Czarne
Stopy czy Flathead coraz śmielej zapuszczały się na Równiny skutecznie
zwalczając konkurencję. Poruszający się jeszcze na piechotę Piegan i Kri, mogli
skutecznie przeciwstawić się w rywalizacji o łowiska, wyposażonym świeżo w
konie Szoszonom i w rezultacie wyprzeć ich z północnych Równin. Znana jest
relacja z wyprawy wojennej która odbyła się w 1740 roku połączonych sił
Czarnych Stóp z Assiniboin przeciwko Szoszonom, która miała na celu tym
pierwszym zapewnić dostęp do bizonich łowisk. Alianci posiadali kilka sztuk
muszkietów których użycie przesądziło o
wyniku potyczki i w efekcie o skutkach konfliktu. Należy nadmienić że obydwie
strony nie posiadały jeszcze koni i nie były tak mobilne jak później, ale
użycie nowej broni dawało wyraźną przewagę stronie ją stosującą, nawet jeśli
przeciwnik był liczniejszy.
W drugiej połowie XIX wieku pojawiła się broń odtylcowa na naboje scalone.
Z uwagi na trudności w zdobywaniu do niej odpowiedniej amunicji, tubylcy w
większości nadal do walki i polowań używali starych muszkietów.
Paradoksalnie nowoczesnej broni i
amunicji dostarczał do rezerwatów rząd w ramach umów traktatowych ale o
szczegółach i konsekwencjach tego zjawiska będzie jeszcze mowa.
Konie w Ameryce północnej pojawiły się wtórnie prawie sto lat wcześniej niż
broń palna, przywiezione w postaci kilkunastu sztuk przez konkwistadorów
Cortesa. Z potomstwa tych zwierząt wyhodowano stada które pomogły Hiszpanom w podboju i w eksploracji
kontynentu. Nie wszystkim wiadomo że koń ewolucyjnie rozwinął się na Wielkich
Równinach i tym samym żył tam wcześniej niż Paleoindianie, którzy po swoim
przybyciu traktowali go jak zwierzynę łowną. Tak jak wspomniano wyginął w
czasie "holoceńskiego masowego wymierania" 10 tys.
lat temu a ich resztki w czasie interglacjałów przedostały się przez Beringię
do Starego Świata dając początek populacjom azjatyckim i europejskim. Tak więc
historia konia w Ameryce Północnej zatoczyła koło.
Powszechnie twierdzi się że tabunom dzikich koni na kontynencie dały
początek sztuki które wydostały się na wolność w czasie powstania Pope'go
Indian Pueblo w latach 80-tych XVII wieku w Nowym Meksyku. Nie jest to do końca
prawda. Dużo wcześniej Hiszpanie organizowali wyprawy na zachodnie i południowe
tereny dzisiejszego USA w celu poszukiwania legendarnego "Eldorado".
Ekspedycje Coronada (lata 1540 - 1542) czy de Soto (lata 1539 - 1543) posiadały
w użytku konie które zbiegały w step stopniowo - po czym dziczały - jak składy
tych wypraw wykruszały się w wyniku różnych trudności i niepowodzeń. W Nowym
Meksyku za czasów rządów gubernatora Juana de Onate w latach 1597 - 1610,
sprowadzono kilkaset koni, które stały się dostępne dla tych grup Indian Ute
które żyły na południu dzisiejszych stanów Utah i Colorado w pobliżu rzeki San
Juan. Ludzie ci - przez kontakt z Hiszpanami -
mogli posiąść umiejętności wykorzystania konia i zdobytą wiedzę
zastosować już w połowie XVII wieku, używając koni , razem z psami, jako
zwierząt pociągowych. Pewne jednak jest to że pierwszymi indiańskimi
użytkownikami koni byli Indianie meksykańscy którzy jako poddani Hiszpanom
zajmowali się nimi i je użytkowali. Również ci Pueblo którzy mieli pozytywne
relacje z Hiszpanami i nie wzbraniali się przed zażyłymi kontaktami z obcymi
mieli dostęp do koni. Dlatego po udanym powstaniu ci ludzie mogli uczyć innych
jak obchodzić się z końmi i jak je używać. Wiadomo że sam Pope który został
przywódcą Pueblo po wypędzeniu najeźdźców, jeździł karetą zaprzężoną w konie
wzorem hiszpańskiego gubernatora. Indianie zaczęli użytkować konie zdobyte a
nie - jak chcą autorzy powieści o Dzikim Zachodzie - dzikie mustangi.
Owszem zdarzały się przypadki ze
Indianie łapali dzikie konie i oswajali je, ale dużo później, a dodatkowo do
takiego przedsięwzięcia trzeba było umieć już obchodzić się z tymi zwierzętami
i tym samym wcześniej je posiadać. Nawet dla białego, doświadczonego speca
schwytanie i ułożenie dzikiego konia jest nie lada wyczynem a co dopiero dla
ludzi którzy dopiero oswajali się z widokiem nowego dla nich zwierzęcia.
Schwytanie takiej sztuki było sprawą bardzo delikatną z uwagi na troskę żeby
zwierzęcia nie zranić ani nie dopuścić do jakiejkolwiek jego kontuzji. W
przeciwnym razie osobnik bardziej nadawał się na zwierzynę łowną niż do innego
użytkowania. Konie wśród Indian rozprzestrzeniały się drogą handlu i jeszcze
bardziej kradzieży a nie metodą odławiania dzikich mustangów.
Zapomina się o fakcie że konie również pojawiły się na wschodnim wybrzeżu
wraz osadnikami z Wielkiej Brytanii. Znany jest przypadek że wodzowie plemienia
Narragansett w czasie zawierania umowy o przyjaźni z angielskimi
purytanami w Nowej Angli, obok przedmiotów i broni europejskiej otrzymali w
darze kilka koni. Później z czasem coraz więcej tych zwierząt trafiało do rąk
tubylców i były przez nich użytkowane, ale nigdy nie odegrały tak ważnej roli u
Indian leśnych jak na Równinach. Tamtejsze tereny były porośnięte lasami i
poprzecinane różnymi ciekami wodnymi które służyły jako trakty komunikacyjne.
Głównym środkiem lokomocji była łódź lub własne nogi a koń był bardziej
rodzajem ciekawostki i luksusu. Chociaż wraz z kolonizacją Wschodu rosła liczba
dróg i rozwijał się transport konno-kołowy to jednak samo to zwierzę nie
wywarło masowego wpływu na kulturę i życie tamtejszych tubylców.
Użytkowanie konia dokonało totalnego przełomu w życiu lwiej części plemion
Zachodu, we wszystkich jej dziedzinach. Indianie początkowo nazywali konie
"tajemniczymi psami” lub "dziwnymi łosiami" - nazewnictwo
zależało od narzecza. Wynikało to zarówno z
podobieństwa (oczami Indian) nowych zwierząt
do psów i do jeleni, czyli zwierząt im znanych. Koczujący tubylcy za
jedyne zwierzęta hodowlane mieli psy które były traktowane jako zwierzęta juczne
i konsumpcyjne. W czasie wędrówek duże psy miały zakładane specjalne juki na których umieszczane były
ładunki. Również doczepiano do psiej uprzęży żerdzie od tipi do których
przymocowywano pakunki. Ten sposób transportowania francuscy traperzy nazywali
"travois" (włóki) i był on bardzo powszechny na Równinach. Część
ładunków przenosiły na grzbietach kobiety i starsze dzieci. Później Indianie w
identyczny sposób objuczali konie.
Jak wspomniano najprawdopodobniej pierwszymi użytkownikami koni byli
Indianie Pueblo. Od nich konie drogą kradzieży (mniej handlu) uzyskali Navaho i
Apacze - dwa nomadyczne pustynno - górskie plemiona które trudniły się głównie
najazdami i kradzieżami, a obiektem ich rajdów byli głównie osiadli rolnicy
Pueblo. Chociaż konie bardzo przypadły tym plemionom do gustu i szeroko je
stosowano to nie zawsze (zwłaszcza w czasie wypraw łupieżczo - złodziejskich)
polegano na nich. Często zdarzało się że pojedynczy wojownik lub mała
kilkuosobowa grupka szła na wyprawę piechotą. Z założenia łatwiej było ukryć
się wtedy na terytorium wroga - zwłaszcza w górskich ropadlinach a konie swoim
zachowaniem nie zdradzały właścicieli . Ideałem koniokradów tych plemion było
iść na wyprawę piechotą a wrócić na koniu. Tak było na początku, później jak
Apacze walczyli już niemal ze wszystkimi - głównie z Amerykanami i Meksykanami
- osaczani ze wszystkich stron, nikt już nie wyruszał na wyprawy pieszo. Koni
było dużo a Apacze musieli polegać na ich rączości i wytrzymałości zarówno w
czasie ataku jak i w ucieczce. Większość Navaho obserwując styl życia Pueblo a
później hiszpańskich osadników, ich wzorem zaczęli parać się rzemiosłem,
uprawiać ziemię, hodować zwierzęta domowe z których najpowszechniejsze i jako
pierwsze były właśnie konie. Zarówno te trzy wymienione plemiona jak i inne
ludy z regionu Południowo-Zachodniego posiadały na dobre konie już na przełomie
lat 80-tych i 90-tych XVII wieku. Na początku XVIII wieku w posiadanie tych
zwierząt weszli Szoszoni z grup zachodnich i Ute, około 1730 roku dotarły one
do Szoszonów Północnych a za ich pośrednictwem do plemion Płaskowyżu (Kutenai,
Nez Perce i inni). Grupa wschodnich Szoszonów, najprawdopodobniej aby być
bliżej południowego źródła zaopatrzenia w konie, odłączyła się od pobratymców z
Wielkiej Kotliny i ruszając na południe i wschód około 1755 roku przekroczyli
rzekę Arkansas, aby pospołu z Kiowa i Czejenami Południowymi panować na
Równinach Południowych ponad 100 lat. Historia zna tych Indian pod mianem
Komanczów o czym już wspomniano. Francuscy kupcy widzieli konie na równinach
Kansas około 1745 w posiadaniu Czejenów. Po połowie XVIII wieku konie trafiły
na środkowe i północne obszary Równin, a najdalsze skraje wschodnie i północne
zostały "opanowane" przez konie do końca stulecia.
Przed szerokim zastosowaniem nowego zwierzęcia, późniejsi koczownicy
zamieszkiwali głównie obrzeża Wielkich Równin lub doliny rzek. Po Równinach
wędrowały grupy które poszukiwały ziem pod zasiedlenie i traktowały je jako
trasę tranzytową w handlu (takowy dalekosiężny istniał jeszcze w czasach
przedkolumbijskich). Plemiona w małych grupach zamieszkiwali stałe osady,
skaładające się z ziemnych chat, otoczonych całościowo wałami ziemnymi,
palisadą a czasami fosą, często w zakolach rzek, na terenie wyniosłym,
naturalnie nadającym się do obrony. Głównym zajęciem było rolnictwo,
zbieractwo, nad dużymi zbiornikami rybołóstwo i łowiectwo na tzw. "płową
zwierzynę" i ptactwo. Chcąc skorzystać z ogromnych "gór mięsa" w
postaci bizonich stad, dwa razy do roku większość mieszkańców opuszczała osady,
udając się na szeroko zakrojone, kolektywne polowanie na te zwierzęta. Jesienią
polowano celem zdobycia zapasów na zimę, gdy bizony były tłuste po letnich
wypasach i posiadały gęste futro na zimę, a wiosną uzupełniano zapasy zjedzone
przez zimę. Polowano albo przy użyciu metod prehistorycznych (zagrody -
pułapki, nagonka na przepaść czy w ślepy zaułek), albo metodą podkradania się
myśliwych, zamaskowanych w zwierzęce skóry (wilka, antylopy, na północy -
karibu). Ta druga metoda była tym bardziej praktykowana gdy na Północnych Równinach
pojawiła się broń palna przed końmi. Dobry, zamaskowany strzelec, posiadający
kilkanaście kul wraz z prochem, mógł zabić kilka sztuk bizonów - sam, nie
narażając się na szwank jeśli robił to z odpowiedniej odległości. Ten sposób
był dobry dla polujących grup, zbyt małych na to żeby przygotować pułapkę czy
zorganizować nagonkę. Poruszając się po stepie całymi rodzinami, myśliwi ci
ładunki przenosili - jak już wspomniano - na grzbietach psów i ludzi. Taka
wyprawa mogła trwać nawet do kilku tygodni i w czasie postojów mieszkano w
namiotach zwanych - w języku sju - "tipi" (błędna nazwa to
"wigwam"). Z uwagi że żerdzie do nich ciągnęły psy, siłą rzeczy nie
mogły one być zbyt obszerne. Prawdopodobnie ich średnica u podstawy nie
przekraczała 2,5 metra. Pokryte były poszyciem wykonanym ze zszytych ,
wyprawionych skór bizonich. Prawdopodobnie inspiracją do tego typu schronień
mogły być stożkowate, pokryte płatam kory, matami z sitowia, czy skórami,
konstrukcje spotykane w Regionach Arktycznym i Subarktycznym. Po zdobyciu
wystarczającej ilości zapasów mięsa i skór taka grupa wracała do swojej osady.
Takie wędrówki na piechotę trwały długo i były bardzo żmudne, z pewnością
dochodziło do pewnych strat związanych z trudami takich eskapad. Nieliczne
wędrujące grupy, mające swój dom tam gdzie rozbiją tipi, siłą rzeczy nie mogły
posiadać zbyt wiele dóbr materialnych, gdyż gromadzenie ich i transportowanie
pochłaniałoby wiele czasu i energii. Przedmioty codziennego użytku, ubrania,
żywność, broń, narzędzia, musiały być ograniczone do minimum żeby nie
spowalniały marszu i pozwałały zachować siły do wędrówki, zwiadu, polowania czy
walki. Powszechną praktyką było pozostawianie na pastwę losu, chorych i
niedołężnych członków grup, porzucanie słabych i kalekich. Należy wspomnieć że
plemiona osiadłe lub półosiadłe z Płaskowyżu i Kotliny również sezonowo
wybierały się na Równiny w celach łowieckich, po czym wracały do siebie.
Oczywiście w czasie takich wypraw dochodziło do tarć i niesnasek między obcymi
grupami na kanwie "konfliktu interesów" czyli dostępu do łowisk.
Nierzadkie były potyczki, masakry i niszczenie obozowisk wraz z zapasami.
Teraz niemal wszystko miało ulec zmianie.
Powszechna dostępność koni znacznie zwiększyła mobilność tubylców i
poprawiła ich poziom życia w sensie ogólnym. Nie porzucano już starszych i
niedołężnych, można było budować większe tipi, gromadzić i transportować więcej
żywności i innych dóbr, zwiększyć efektywność polowań a także zasięg i
skuteczność wypraw wojennych. Plemiona z Płaskowyżu i Kotliny dzięki koniom
mogły planować i realizować znacznie większe ekspedycje myśliwskie na Równiny,
mogły ubić znacznie większą liczbę bizonów, zabrać ze sobą więcej mięsa i skór.
Zintensyfikowało to skalę konfliktów zbrojnych, gdyż plemiona Równin zazdrośnie
strzegły swych łowisk i nie życzyły sobie konkurencji w postaci przybyszów z
ościennych regionów.
Rozpoczęła się swoista "kultura konia" lub - jak chce N. Scott Momaday - "kultura centaurów", czyli właściwy
rozwój historycznych społeczności Wielkich Równin. Zasadniczo przy użyciu konia
dokonały się masowe wędrówki i "etniczne" roszady na Równinach. Lwia
część plemion porzuciła życie rolników i stała się typowo nomadycznymi, konnymi
myśliwymi. Wspomniano już stopniowy eksodus Szoszonów z Kotliny, powstanie
plemienia Komanczów, wędrówkę Kiowa i coraz częstsze rekonesanse Czarnych Stóp
i Kri na Równinach Północnych. Ze wschodu na zachód na Równiny przybywali
Czejenowie, Arapaho, Absaroka, Hidatsa, Mandan i duże plemię Dakotów zwanych
Sjuksami, z południowego - wschodu Paunisi i Arikara. Wszystkie te plemiona przeszczepiły na
Równiny całą różnorodność kultur, które pod wpływem specyficznego środowiska
naturalnego, wspólnych kontaktów handlowych i militarnych, upodobniły się do siebie,
zwłaszcza pod względem stylu życia a co za tym idzie ekonomii, wartości i
organizacji, nie zatracając przy tym swego plemiennego etosu. Należy wspomnieć
że na wschodnich obrzeżach Równin - głównie nad Missouri ostały się rolnicze
osady takich plemion jak: Ponca, Omaha, Iowa, Oto, Arikara, Pauni, Hidatsa,
Mandan. Indianie ci pomimo że zaczęli użytkować konie i zwiększać zasięg swoich
wypraw myśliwskich i wojennych, to w dalszym ciagu zamieszkiwali stałe osady i
nie porzucili rolnictwa. Nie jest dokładnie znana przyczyna tego stanu rzeczy ale
popularnie uważa się że były to małe społeczności (nawet jak na tamte strony) i
mogłyby nie wytrzymać konkurencji w walce o prawa do ciągłych wędrówek po
Równinach z liczniejszymi i tym samym silniejszymi plemionami. Wydarzenia z
przełomu XVIII i XIX wieku - w postaci masowych wędrówek dużych plemion
niejednokrotnie kosztem mniejszych grup - mogą wykazać trafność takiego
rozumowania.
Jeśli Równiny Południowe zostały zdominowane przez alians Komanczów i Kiowa
(później dołączyli Południowi Czejenowie) to w części środkowo - północnej prym
wodzili Sjuksowie. Część historyków uważa że mniej więcej na przełomie XV i XVI
wieku przodkowie tych Indian mogli zamieszkiwać okolice wybrzeża Atlantyku na
terenie dzisiejszego stanu Karolina Południowa. Za tą tezą przemawia fakt
istnienia tam do dzisiaj enklawy szczepu Catawba który mówi językiem niemal
identycznym jak Dakota. Inni twierdzą że to mógł być tylko odłam Sjuksów który
zawędrował tak daleko na wschód. Jakby nie było Sjuksowie do czasów użytkowania
koni mieszkali na zachodnich brzegach Wielkich Jezior, skąd większość
wywędrowała za Missisipi a później za Missouri. Ich właściwa nazwa to
"Dakota" ale w trakcie wędrówki wykształciły się trzy duże grupy tych
Indian zwane zgodnie ze swoimi narzeczami - licząc ze wschodu na zachód: Dakota
(Santee), Nakota (Yankon i Yanktonai) i Lakota (Teton). Pisząc bardzo ogólnie,
ci pierwsi zamieszkiwali najbardziej na wschód w dzisiejszym stanie Minesota,
Nakota na prerii między Missisipi a Missouri, Lakota na Równinach między Górami
Skalistymi a Missouri. O ile Santee i Nakota pędzili jeszcze częściowy styl
życia rolników i zbieraczy, to Lakota od drugiej połowy XVIII wieku stali się
stepowymi nomadami. Byli bardzo liczni (składali się z siedmiu szczepów
posiadających świadomość wspólnego pochodzenia), dobrze uzbrojeni w broń palną
uzyskaną poprzez kontakty z francuskimi kupcami i bardzo mobilni od czasu jak
dosiedli koni. Tak jak azjatyckie hordy zamieszkali na stałe w namiotach i
ciągnęli na zachód jak ongiś one. Na początku XIX wieku najechali i narzucili
swoją supremację rolniczym Mandanom i Hidatsom (nie pozabijali wszystkich
ponieważ potrzebowali ich do handlu). Wojowniczych lecz słabszych liczebnie
Arikarów uczynili kimś na podobieństwo helotów. W 1804 roku najechali Ponków i
zmusili ich do szukania schronienia u pokrewnych Omahów. W jednej z bitew z
Lakotami zginęło ponad 60 Ponków i nawet łącząc siły z Omahami nie byli w
stanie oprzeć się najeźdźcom. Jedno po drugim małe plemiona - Osagowie,
Missouri, Oto - musiały ustępować ze swoich terenów. Parcie Lakotów było tak
intensywne że Arapaho i Czejenowie około roku 1820 zawiązali sojusz przeciwko
nim. W tym samym czasie Lakoci zadali
cios Indianom Absaroka - kiedy większość wojowników była na polowaniu,
napadli na ich duży obóz, zabili pozostałych mężczyzn i uprowadzili ponoć
kilkaset kobiet i dzieci. Duży opór najeźdźcom stawiało plemię Paunisów, lecz w
1839 roku w walkach zginęło ich około
100, w 1843 roku około 70, a w 1847 roku Sjuksowie zniszczyli ich osadę
zabijając 83 mieszkańców. Na zachodnim skraju Równin również w podobnej
sytuacji znaleźli się Szoszoni. Słynny alians między Sjuksami a Czejenami i
Arapaho został zawiązany dopiero gdzieś w połowie XIX wieku, ale zdarzały się
pomiędzy tymi grupami w dalszym ciągu drobne , krwawe utarczki i kradzieże
koni.
Zdobytą supremację nad tymi rolniczymi plemionami znad Missouri, Lakotowie
starali się utrzymać jeszcze w czasach gdy mieszkali już w rezerwatach i
wydawało się że zamierzają się amerykanizować. Pomijając fakt że na wskutek
biurokratycznego bałaganu w Waszyngtonie, rezerwat plemienia Ponca został
włączony do terytorium Sjuksów przyznanego im na mocy traktatu z 1868 roku, to
Lakotowie bezustannie nękali Ponków rządając haraczu w postaci koni i przy
okazji zabijając bydło dla zabawy. Grozili też ze siłą zmuszą ich do
opuszczenia terenów które uważali za swoje, podbite przez ich dziadów pół wieku
wcześniej. Rzecznik plemienia Ponka - Peter le Claire - pisał że przez siedem
lat (do wojny o Czarne Wzgórza) "(...) nasi ludzie musieli pracować w
swych ogrodach i na polach kukurydzy, tak jak pielgrzymi w Nowej Anglii... z
motyką w jednej ręce, a strzelbą w drugiej". W 1873 roku grupa Sjuksów -
uzbrojona w nowoczesną broń do polowań, dostarczoną do rezerwatu w ramach
dostaw rządowych - napadła na obóz Paunisów polujących na bizony. Zabili około
100 osób, w tym prawie 39 kobiet i 10 dzieci, porwali 11 osób, uprowadzili 100
koni i ukradli 800 bizonich skór. Masakra ta odbiła się szerokim echem za
pośrednictwem prasy w całym kraju i wywołała falę oburzenia opinii publicznej,
tym bardziej że wśród zabitych byli
znani i lubiani wodzowie Paunisów, propagujący wśród swoich amerykański styl
życia, zasłużeni i odznaczeni w walce u boku armii w obronie cywilnych
osadników przed napadami wrogich Indian. Przesądziło to o losie Paunisów
których ocalałe resztki ostatecznie przesiedlono z Nebraski na teren
dzisiejszego stanu Oklahoma. Normalną rzeczą były niemal co sezonowe napady
Lakotów na rezerwaty tych Indian których najechali przed półwieczem. Pomimo
obecności i władzy amerykańskiej administracji na tych terenach oraz
istniejącemu systemowi rezerwatów, Sjuksowie uważali się tam za gospodarzy i
właścicieli ziemi, zupełnie negując prawa plemion z którymi walczyli i w
konsekwencji wypierali ze spornych obszarów.
Rzecz jasna plemiona nie tylko zaopatrywały się w konie drogą handlu i
kradzieży. Powszechna i oczywista stała się hodowla tych zwierząt a niektóre
plemiona słynęły z tego nowego zajęcia. Wbrew pozorom to nie społeczności
Wielkich Równin były najbardziej zasobne w konie, i nie Indianie regionu
południowo - zachodniego, którzy jako pierwsi zaczęli te zwierzęta użytkować.
To grupy tubylców z Płaskowyża (Nez Perce, Umatilla, Cayuse, Kutenai i inne)
zasłynęli z hodowli i bogactwa w konie a sprzyjamy ku temu warunki naturalne.
Region ten posiadał wiele naturalnych pastwisk z pożywną paszą w postaci soczystej trawy rosnącej w dolinach czystych
rzek tworzących naturalne rozlewiska; posiadał także specyficzny mikroklimat w
postaci rześkiego chłodu latem (z uwagi na wysokość położonego terenu) a niskie
temperatury zimą można było zniwelować poprzez
zapędzenie stada do jakiegoś kanionu czy wąwozu w dolinie, gdzie nie
wiały tak bardzo wiatry i nie dokuczały tak bardzo mrozy. Naturalne przeszkody
powstrzymywały zwierzęta przed odejściem zbyt daleko i chroniły je przed
złodziejami. Na Równinach i na południowym-zachodzie mroźne, wietrzne zimy
zawsze powodowały pewien procent strat w źrebiętach a w upalne lata trawa nie
wszędzie była wysokiej jakości. Do tego dochodziły ciągłe kradzieże koni, więc
zdarzało się że jakaś rodzina w przeciągu kilku miesięcy z bogatych hodowców
koni stawała się bardzo ubogimi z powodu
straty inwentarza - lub zupełnie odwrotnie. Na Płaskowyżu nie było tak szeroko
występującego zjawiska wojen a co za tym idzie tak zorganizowanego procederu
koniokradztwa jak na Równinach. Staranne, selektywne rozmnażanie koni pomogło
niektórym plemionom Płaskowyżu - zwłaszcza Nez Perce - stworzyć ogromne stada
koni. Nez Perce stali się prawdziwymi ekspertami w tej dziedzinie. Eliminowanie
słabszych ogierów - głównie przez kastrację, pozwoliło im wyselekcjonować konie
słynące z szybkości i wytrzymałości. Wśród nich szczególnie uwagę zwracał koń,
wyhodowany przez tych Indian, znany pod nazwą appaloosa.
Bogactwo plemion Płaskowyżu w postaci ogromnych stad koni zrobiła ogromne
wrażenie już na członkach ekspedycji Lewis'a i Clark'a, która przemieszczała
się przez ten teren w 1806 roku. Wedle zachowanych relacji, na jednego
mężczyznę Nez Perce, przypadało często od 50 do 100 koni, zaś 50 lat później
wedle wiarygodnych informacji, jedna rodzina indiańska regionu mogła posiadać
nawet 1500 koni (!). Dla porównania plemię Absaroka, uchodzące za najbogatsze w
konie plemię północno - zachodnich Równin, mieli średnio po 7 sztuk tych
zwierząt na jeden namiot w roku 1805, i po 15 koni w 1830 roku.
Wszechobecne z czasem zjawisko posiadania koni przez Indian we wszystkich
dziedzinach ich życia, rzecz jasna odbijał się na ich psychice i duchowości.
Koń stał się dla tubylców synonimem siły, szybkości, wolności, wdzięku,
mądrości, tajemnej magii, witalności i męskiej potencji. Wg opowiadań
handlarzy, Komancze w czasie seksualnego zbliżenia do swych kobiet, rżeli i
parskali jak konie, przy czym preferowali pozycję "od tyłu" zupełnie
jak te zwierzęta. W galopie rozwiane grzywy i końskie ogony były dla Indian
swoistym "widzialnym wiatrem", koń stawał się jego częścią a siedzący
na nim jeździec elementem tego witalnego i szybkiego żywiołu. Dlatego coraz
częściej - wraz z rozpowszechnianiem się konia - Indianie zaczęli zapuszczać długie
włosy a do czasu aż urosły, wydłużali je poprzez doczepianie końskich ogonów
lub grzyw. Podzczas pieszych wędrówek, pracy, polowań, walki, zwiadu i innych
czynności jeszcze bez użycia konia, długie włosy byłyby mało praktyczne a
czasami wręcz niewygodne. Częściowo były ścinane lub zawiązywane na różne
sposoby. W czasie konnej jazdy długie włosy nie były przeszkodą, a jak wyżej
przedstawiono - były wręcz preferowane.
Wspomniano wyżej o "włosach" konnych Indian, dlatego warto
poruszyć bardzo prozaiczny i mało zgłębiany temat typów uczesań u Indian i
problem golenia twarzy. Te dwa zjawiska budzą bowiem wiele nieporozumień. To
nieprawda że wszyscy Indianie nosilli długie włosy i mieli gładko ogolone
twarze a golić i strzyc się zaczęli w rezerwatach. Indianie jako z pochodzenia Azjaci posiadali
bardzo skąpe owłosienie ciała. Lwia część plemion czuła wstręt do nawet tak
skromnego owłosienia i zawzięcie je usuwała. U dojrzewającej młodzieży obojga
płci, panował zwyczaj wyrywania sobie włosów z całego ciała (oprócz głowy)
tylko gdy się pojawiły wraz z cebulkami. Z czasem taki zabieg u większości osób
powodował obumieranie cebulek i powstrzymanie procesu rośnięcia. Ale nie każdy
organizm jest taki sam i nie każdy osobnik poświęcał się temu żmudnemu i
czasochłonnemu zabiegowi kosmetycznemu. Niektórzy Indianie posiadali bardzo
skromne wąsy i brody, co zupełnie odbiegało od ogółu danej grupy. Dobrym przykładem
będzie tu wódz Indian Kiowa - Satank, który przedstawiony jest na jednym ze
zdjęć z typowo "azjatyckim" - czyli bardzo rzadkim zarostem w postaci
brody i wąsów. Takich przypadków z pewnością było więcej. W takim plemieniu jak
Nawaho, noszenie wąsów (brody już raczej nie) było rzeczą praktykowaną przez
pewien odsetek mężczyzn. Tacy wodzowie jak Manuelito czy Barboncino, posiadali
iście sumiaste wąsy. Mogło to być spowodowane kontaktami z Hiszpanami a potem
Meksykanami, którzy - jako typowi macho - nosili wąsy bardzo często. Inni
Indianie z tego regionu także nierzadko nosili wąsy i brody. Tubylcy regionu
Północno-Zachodniego bardzo często posiadali
zarost twarzy i starali się go pielęgnować. Później, jak Indianie coraz
częściej obcowali z białymi i jak z czasem starali się do nich upodobnić, do
dobrego tonu należało noszenie wyszukanego zarostu na modłę
"cywilizowanych", plus oczywiście typowy strój skladający się z
marynarki, koszuli, kamizelki, spodni i butów - do tego kapelusz i nieodłączna laska.
Strój zmieniał się w zależności od epoki historycznej i od mody, ale zasada była zawsze niezmienna - upodobnić
się w wyglądzie do białych. Z czasem, tubylcy mieszali się genetycznie z
białymi (i czynią to nadal) poprzez relacje seksualne i w konsekwencji
zakładanie rodzin, dlatego dziś zarost u rdzennych Amerykanów jest czymś tak
oczywistym jak i u Amerykanów nieindiańskiego pochodzenia.
Jeśli idzie o fryzury sprawa wygląda podobnie. Indianie leśni (zwłaszcza ci
znad Atlantyku) nosili bardzo wyszukane
uczesania. Niektórzy wygalali głowy prawie zupełnie, inni częściowo, powszechne
były "irokezy" (nazwa pochodzi od plemienia które w mniemaniu białych
tylko tak się nosili - ale to nieprawda) - właściwa nazwa to "moconi"
z języka Algonkinów. Czasami połowę głowy wygalano, druga była zapleciona w
warkoczyki itd. Wszystko zależało od fantazji a ta od uwarunkowań kulturowych i
praktycznych. Bardzo sprawę uproszczając, z grubsza założyć można że na wschód
od rzeki Mississipi, przeważało wygalanie głowy a na zachód od niej
zapuszczanie włosów. Ale było to tylko reguła, bo np. starzy wojownicy Irokezów
i innych plemion regionu zapuszczała długie włosy, a Apacze jeszcze w połowie
XIX wieku idąc na wojnę wygalali głowy pozostawiawszy wąski kosmyk jako skalp
dla wroga który pokona wojownika w walce. Jak wspomniano wyżej Indianie Równin
skracali sobie włosy i częściowo wygalali głowy do czasu aż zaczęli jeździć
konno. Mogły tu być istotne impulsy kulturowe ze wschodu, który dotarły na
Równiny wraz z plemionami - a jak wspomniano, wędrówki plemion były intensywne.
Dlatego np. część Paunisów, Osagów, Ponków, Arikarów nosiła "moconi".
Częściowe podgalanie głowy i skaracanie włosów obecne było u Sjuksów Santee
(znowu wpływy leśne...). Dalej na zachodzie plemiona raczej nosiły naturalnej
długości włosy, tylko częściowo i fragmentarycznie je przycinając
("sterczące grzywy" Nez Perce i Absaroka). Długie włosy noszono
rozpuszczone, zaplecione w dwa lub więcej warkocze, związane w węzeł lub
"kitkę". Powszechną praktyką było smarowanie włosów różnego rodzaju
pomadami z tłuszczu, jako zabezpieczenie przed insektami i po prostu ze względu
na swoiście rozumianą higienę. Kulturowe nawyki zazwyczaj biorą się z
uwarunkowań praktycznych. W społecznościach leśnych, dlugie włosy raczej byłyby
przeszkodą i zawadą (zaplątanie włosów w gałęzie lub cięciwę łuku, łatwość
chwycenia przez przeciwnika w walce wręcz itp.). Poza regionem leśnym raczej
nie było tego problemu w takiej skali (przynajmniej kwestia gęstych gałęzi),
więc wygalanie głowy nie było tak powszechne a do społeczności rolników
osiadłych nad Missouri przybyło jako element kulturowy.
Tak oto "beztrosko i swobodnie żyjąc na łonie natury niczym w rajskim
ogrodzie Edenu" rdzenni Amerykanie rozwijali swoją kulturę na terenach
Ameryki Północnej we wszystkich jej dziedzinach i aspektach - w myśl
wszechobecnych stereotypów dominujących w umysłach i pragnieniach ich
bezkrytycznie i romantycznie nastawionych namiętnych miłośników ...
... ciąg dalszy
wkrótce ...
BIBLIOGRAFIA:
1. Grzegorz Swoboda "Little Big Horn 1876", 1998
1. Grzegorz Swoboda "Little Big Horn 1876", 1998
1. Haynes Gary "The Early
Settlement of North America . The Clovis Era", 2002
2. Wiley P., "Prehistoric
warfare on the Great Plains skeletal analysis of the Crow Creek massacre
victims", New York
1990
3. MacGinnis Anthony, "Counting Coup i Cutting
Horses: Warfare Intertribal on The Northern Plains 1738 - 1889", Evergreen
1990
4. Smith
John, "The True Travels, Adventures and Observations of Captain John Smith
", (1630), 2007c
5. Wallace,
Paul A. W., "Indians in Pennsylvania ".
Pennsylvania
Historical and Museum Commission. (1961; 2nd edition, 2007).
6. Lupold,
Harry Forrest & Haddad, Gladys, "Ohio 's
Western Reserve ". Kent State University Press,1988
7. Hackett
Charles Wilson, "Revolty of the Pueblo
Indians of New Mexico ", Albuquerque 1942
8. Lewis
Oscar, "The Effects of White Contact Upon Blackfoot Culture". Centennial
Anniversary Publication, America
Ethnological Society 1842 - 1942, University
of Washington Press, Seattle 1942.
9. Charles
C. Mann, "1491: New Revelations of the Americas
Before Columbus ",
2005
10.
N. Scott Momaday " The Names: A Memoir " 1976.
11.
Hoopes Alban W., "The Road to Little Big Horn - and Beyond" New York 1975
12.
Howard James H. "The Ponca Tribe" (U.S.
Bureau of American Ethnology Bulletin 195) Washington D.C.
1965
13. John
Smith, "A True Relation of Such
Occurrences and Accidents of Note as Happened in Virginia " (1608), 2007 a
14. John
Smith, "The Generall Historie of Virginia ,
New-England, and the Summer Isles " (1624), 2007b
15. Charles
C. Mann, "1493: Uncovering the New World Columbus Created ", 2011
16. Thompson
David, "David Thompson's Narrative of His Explorations in Western America , 1784 - 1812 ", Edited by Joseph
Burr Tyrell. The Champlain Society Publications, vol. 12, Toronto 1916.
17.
Teit James A., "The Salishan Tribes of the Western Plateaus ". Edited
by Franz Boas. Extract from 45th Annual Report of the Bureau of American
Ethnology to the Smithsonian Institution. Washington, D.C. 1930.
18. Ewers John C. "The Horse in Blackfoot Indian Culture ", (Smithsonian
Institution, Bureau of American Ethnology), Washington D.C.
1955
Ogromna szkoda że wysadziłeś wampum Anny...za burtę canoe...jakże Śnieżny Sokół...teraz się odniesie...do Jej wypowiedzi..w bardzo prawej własnej...native opowieści?😒Nie sposób😑
OdpowiedzUsuńKoronna praca Twojego żywota Lupus...jednoznacznie potwierdziła przypuszczenie moje...co oznacza zamienić nośność w sercu,myśli Człowieczej...na nagi i bezwzględny zwierzęcy już w sumie...instynkt przetrwania...w pustyni i w puszczy😒
OdpowiedzUsuńSkoro praca Koronna...to i moja wypowiedź...też Berłem podparta być musi...oraz Jabłkiem Królewskim...dla pani Anusi😁Howgh.😑
OdpowiedzUsuńŚnieżny Sokół...to najlepszy indiański Zwiadowca Pani Marysieńki😉
OdpowiedzUsuńPamiętaj historie pisza zwycięzcy i wiele tak zwanych (faktow) nie ma wiarygodnych źródeł zawsze są 2 strony a ja wolę słuchać tych co u siebie dalej są niewolnikami więc pozdro z dalszym ciągiem
OdpowiedzUsuń32 yr old Executive Secretary Alic Linnock, hailing from Gaspe enjoys watching movies like Parasite and Gunsmithing. Took a trip to Historic Area of Willemstad and drives a Sebring. uzyskac wiecej
OdpowiedzUsuń