Translate

piątek, 3 stycznia 2014

PRAWDA O TZW. KWESTII INDIAŃSKIEJ


PRAWDA O TZW. KWESTII INDIAŃSKIEJ


Część Druga

Pierwszymi symptomami nadejścia dla rdzennych Amerykanów nowych czasów w postaci cywilizacji i wartości niesionych przez przybyszów zza Atlantyku były broń palna i koń. Okazały się one wielką rewolucją w ekonomii i kulturze Indian - zwłaszcza na zachód od Missisipi. Pierwsza pojawiła się broń palna wraz z  francuskimi osadnikami na wybrzeżu dziesiejszej Kanady już w połowie XVI wieku. Stanowiło to zupełną nowość dla tubylców i wzbudziło ich niesłabnące zainteresowanie. John Smith w swoich pamiętnikach wspomina o tym że Indianie mieszkający w pobliżu osady Jamestown, pragnęli posiadać nową broń i nabywali ją na różne sposoby. Chociaż istniał zakaz sprzedaży jakiejkolwiek broni tubylcom, to skutecznie był on omijany zwłaszcza przez osadników z Jamestown którym dotkliwie doskwierał głód w trudnych początkach istnienia tej osady. Indianie nabywali arkebuzy i inną broń głównie drogą handlu lub kradzieży. Wiadomo że kilka lat przed pierwszym otwartym konfliktem z osadnikami, Indianie posiadali już co najmniej kilka sztuk broni palnej i potrafili się nią posługiwać. Szybko zauważyli że nowy oręż może być  efektownym środkiem do prowadzenia walki na dystans. Do tego dochodziła też sprawa prestiżu - wojownik posiadający taką "nowość" cieszył się uznaniem i niejako zwiększał swój status społeczny. Chociaż ówczesna broń palna była nieporęczna  i mało celna to dawała przewagę psychologiczną, zwłaszcza w użyciu przeciwko wrogowi który wcześniej się z nią nie zetknął. To prawda że łuk był bronią bardziej "szybkostrzelną" w porównaniu do arkebuza i bardziej celną ale broń palna miała większy zasięg i z czasem  stawała się coraz skuteczniejsza. Po arkebuzach z zamkiem lontowym a później kołowym, pojawiły się muszkiety skałkowe, które oprócz zwiększonego zasięgu były coraz celniejsze. Broń palna bezustannie ewoluowała a łuk pozostawał taki sam.
Jak już wspomniano wyżej, z czasem Indianie ze wschodniego wybrzeża mieli coraz szerszy dostęp do broni palnej która  powoli wypierała z użycia łuki. Doszło do tego że, niektórzy wojownicy z pokolenia Indian walczących w wojnie siedmioletniej na terenie Ameryki Północnej, posługiwali się lepiej muszkietem niż łukiem - zupełnie odwrotnie niż ich ojcowie. Pokolenie następne już zdecydowanie traktowało łuk jako coraz bardziej odchodzący do lamusa archaizm.
Indianie najczęściej płacili za broń skórami zwierząt, szczególnie popularne były skórki bobrowe które szybko stały się na pograniczu środkiem płatniczym. Indianie mogli dostarczać ich w dużych ilościach (przynajmniej do momentu ich przetrzebienia ...) a w Europie były bardzo poszukiwane i cenione jako podstawowy surowiec do produkcji luksusowej odzieży. Gdy na danym terenie populacja tych zwierząt została przetrzebiona, myśliwi przenosili się na inny obszar ich występowania gdzie z czasem historia powtarzała się. Dochodziło tym samym do szeroko zakrojonych wojen plemiennych w których strony walczące starały się opanować i kontrolować "bobrodajne" rewiry. Konflikty te nakręcane były przez chęć posiadania przez Indian broni palnej i innych towarów europejskich, z drugiej strony przy pomocy tej broni wojny te głównie były prowadzone. Użycie jej na skalę masową spowodowało olbrzymie straty u tubylców, eksterminację i przemieszczenie całych plemion . Tzw. Beavers Wars były serią konfliktów zbrojnych które rozpoczęły się około 1641 roku pomiędzy Irokezami (Haudenosaunee) a Francuzami z Kanady oraz  ich indiańskimi sprzymierzeńcami. Stroną bardziej agresywną i atakującą byli Irokezi (oblegali i zdobyli Montreal dokonując masowej rzezi mieszkańców), choć Francuzi w ostatniej jej fazie próbowali przejąć inicjatywę, podejmując kilka ekspedycji na terytoria Irokezów, niszcząc ich wsie i zapasy. Wojna trwała do 1701 roku kiedy podpisano ugodę o wstrzymaniu walk, częściowym status quo i pozwolono uchodźcom obydwu stron powrócić na swoje ziemie.  W trakcie tej wojny Irokezi opanowali i kontrolowali terytorium, kilkakrotnie większe niż ich własne. Obszar ten sięgał od dzisiejszego stanu Nowy Jork na wschodzie aż do Illinois na zachodzie i od południowych i centralnych wybrzeży Wielkich Jezior na północy, do linii Masona - Dixona na południu. Już na początku walk Irokezi wybili Huronów, w 1650 zadeklarowali wojnę  plemieniu Attawandaron i w trzy lata później niemal zupełnie je unicestwili. W 1654 Irokezi zaatakowali Indian Erie, ale z uwagi na fakt że plemię to było związkiem szczepów i stanowiło dużą siłę militarną - stawiało zacięty opór najeźdźcom. Jednak w przeciągu dwóch lat walk konfederacja Erie została zlikwidowana a w walce poległo 12 tys. ich członków. W późniejszych latach konfliktu zniszczeniu uległo też plemię Susquehannock. Chociaż siły militarne tych plemion przewyższały liczebnie oddziały Irokezów to właśnie dzięki broni palnej zakupionej od Holendrów a później od Anglików Irokezi mieli przewagę i bezlitośnie ją wykorzystali.
Rozprzestrzenianie się nowej broni przebiegało na zachód, południe i kierunki pośrednie. Pomijam tutaj fakt posiadania broni palnej przez Hiszpanów i pojawienie się jej na Południowym Zachodzie, z uwagi na restrykcyjny zakaz sprzedaży tejże tubylcom który, w przeciwieństwie do wschodniego wybrzeża - o dziwo -  był przestrzegany. Ale niewątpliwie sporadycznie był łamany ale nie odnotowany został i tym samym nieznany jest fakt używania broni palnej przez tubylców z tamtych stron na skalę masową jak u Indian leśnych. Wracając do wschodnich obszarów nas interesujących, należy zauważyć że dostęp do niej nie tylko pozwolił bardziej aktywnym plemionom na ekspansję i pokonanie niejednokrotnie liczniejszych sąsiadów ale również zrównoważył w pewnym sensie szanse na walkę z Europejczykami. Plemiona z Południa dzisiejszego USA w trakcie walk z Anglikami a później Amerykanami, skutecznie nauczyli się korzystać z broni palnej a także przyswajali sobie elementy taktyki białych (strzelanie salwami, tyraliera w obronie i ataku, defensywne wykorzystanie wozów, organizacja oddziałów na wzór wojskowy itd.). Po wygnaniu  na zachód tzw. Pięciu Cywilizowanych Plemion "Szlakiem Łez", Indianie ci na terenie dzisiejszej Oklahomy i Arkansas zetknęły się z plemionami żyjącymi na pograniczu Równin. Rzecz jasna musiało dochodzić do konfliktów zbrojnych w których wschodni tubylcy - jako weterani walk z białymi - dobrze zaopatrzeni w broń palną i obeznani z taktyką europejską skutecznie wywalczyli sobie nowe terytoria do zamieszkania.
Broń palna drogą handlu szybko dotarła na północne Wielkie Równiny, do Kotliny, na Płaskowyż i dalej aż nad Pacyfik. Niektóre plemiona posiadały ją szybciej niż zaczęli robić użytek z koni (np. Czarne Stopy, czy Kri). Generalne na tamtym dużym obszarze broń palna lokalnie wyprzedzała przybycie koni w zakresie od kilku do kilkunastu lat. Wydatnie pomagało to Indianom w polowaniach - zwłaszcza na bizony - tym bardziej że głównie stosowano metody łowieckie rodem z paleolitu o czym była mowa wyżej. Wielkie Równiny były traktowane jak wielka spiżarnia pełna żywego mięsa w postaci bizonów nie tylko przez jej mieszkańców, ale także przez plemiona bytujące na Płaskowyżu czy w Wielkiej Kotlinie, które podejmowały dalekie i wyczerpujące piesze wędrówki w celach łowieckich. Posiadając broń palną takie plemiona jak Kutenai, Czarne Stopy czy Flathead coraz śmielej zapuszczały się na Równiny skutecznie zwalczając konkurencję. Poruszający się jeszcze na piechotę Piegan i Kri, mogli skutecznie przeciwstawić się w rywalizacji o łowiska, wyposażonym świeżo w konie Szoszonom i w rezultacie wyprzeć ich z północnych Równin. Znana jest relacja z wyprawy wojennej która odbyła się w 1740 roku połączonych sił Czarnych Stóp z Assiniboin przeciwko Szoszonom, która miała na celu tym pierwszym zapewnić dostęp do bizonich łowisk. Alianci posiadali kilka sztuk muszkietów których użycie  przesądziło o wyniku potyczki i w efekcie o skutkach konfliktu. Należy nadmienić że obydwie strony nie posiadały jeszcze koni i nie były tak mobilne jak później, ale użycie nowej broni dawało wyraźną przewagę stronie ją stosującą, nawet jeśli przeciwnik był liczniejszy.
W drugiej połowie XIX wieku pojawiła się broń odtylcowa na naboje scalone. Z uwagi na trudności w zdobywaniu do niej odpowiedniej amunicji, tubylcy w większości nadal do walki i polowań używali starych muszkietów. Paradoksalnie  nowoczesnej broni i amunicji dostarczał do rezerwatów rząd w ramach umów traktatowych ale o szczegółach i konsekwencjach tego zjawiska będzie jeszcze mowa.

Konie w Ameryce północnej pojawiły się wtórnie prawie sto lat wcześniej niż broń palna, przywiezione w postaci kilkunastu sztuk przez konkwistadorów Cortesa. Z potomstwa tych zwierząt wyhodowano stada  które pomogły Hiszpanom w podboju i w eksploracji kontynentu. Nie wszystkim wiadomo że koń ewolucyjnie rozwinął się na Wielkich Równinach i tym samym żył tam wcześniej niż Paleoindianie, którzy po swoim przybyciu traktowali go jak zwierzynę łowną. Tak jak wspomniano wyginął w czasie "holoceńskiego masowego wymierania"  10 tys. lat temu a ich resztki w czasie interglacjałów przedostały się przez Beringię do Starego Świata dając początek populacjom azjatyckim i europejskim. Tak więc historia konia w Ameryce Północnej zatoczyła koło.
Powszechnie twierdzi się że tabunom dzikich koni na kontynencie dały początek sztuki które wydostały się na wolność w czasie powstania Pope'go Indian Pueblo w latach 80-tych XVII wieku w Nowym Meksyku. Nie jest to do końca prawda. Dużo wcześniej Hiszpanie organizowali wyprawy na zachodnie i południowe tereny dzisiejszego USA w celu poszukiwania legendarnego "Eldorado". Ekspedycje Coronada (lata 1540 - 1542) czy de Soto (lata 1539 - 1543) posiadały w użytku konie które zbiegały w step stopniowo - po czym dziczały - jak składy tych wypraw wykruszały się w wyniku różnych trudności i niepowodzeń. W Nowym Meksyku za czasów rządów gubernatora Juana de Onate w latach 1597 - 1610, sprowadzono kilkaset koni, które stały się dostępne dla tych grup Indian Ute które żyły na południu dzisiejszych stanów Utah i Colorado w pobliżu rzeki San Juan. Ludzie ci - przez kontakt z Hiszpanami -  mogli posiąść umiejętności wykorzystania konia i zdobytą wiedzę zastosować już w połowie XVII wieku, używając koni , razem z psami, jako zwierząt pociągowych. Pewne jednak jest to że pierwszymi indiańskimi użytkownikami koni byli Indianie meksykańscy którzy jako poddani Hiszpanom zajmowali się nimi i je użytkowali. Również ci Pueblo którzy mieli pozytywne relacje z Hiszpanami i nie wzbraniali się przed zażyłymi kontaktami z obcymi mieli dostęp do koni. Dlatego po udanym powstaniu ci ludzie mogli uczyć innych jak obchodzić się z końmi i jak je używać. Wiadomo że sam Pope który został przywódcą Pueblo po wypędzeniu najeźdźców, jeździł karetą zaprzężoną w konie wzorem hiszpańskiego gubernatora. Indianie zaczęli użytkować konie zdobyte a nie - jak chcą autorzy powieści o Dzikim Zachodzie - dzikie mustangi. Owszem  zdarzały się przypadki ze Indianie łapali dzikie konie i oswajali je, ale dużo później, a dodatkowo do takiego przedsięwzięcia trzeba było umieć już obchodzić się z tymi zwierzętami i tym samym wcześniej je posiadać. Nawet dla białego, doświadczonego speca schwytanie i ułożenie dzikiego konia jest nie lada wyczynem a co dopiero dla ludzi którzy dopiero oswajali się z widokiem nowego dla nich zwierzęcia. Schwytanie takiej sztuki było sprawą bardzo delikatną z uwagi na troskę żeby zwierzęcia nie zranić ani nie dopuścić do jakiejkolwiek jego kontuzji. W przeciwnym razie osobnik bardziej nadawał się na zwierzynę łowną niż do innego użytkowania. Konie wśród Indian rozprzestrzeniały się drogą handlu i jeszcze bardziej kradzieży a nie metodą odławiania dzikich mustangów.
Zapomina się o fakcie że konie również pojawiły się na wschodnim wybrzeżu wraz osadnikami z Wielkiej Brytanii. Znany jest przypadek że wodzowie plemienia Narragansett w czasie zawierania umowy o przyjaźni z angielskimi purytanami w Nowej Angli, obok przedmiotów i broni europejskiej otrzymali w darze kilka koni. Później z czasem coraz więcej tych zwierząt trafiało do rąk tubylców i były przez nich użytkowane, ale nigdy nie odegrały tak ważnej roli u Indian leśnych jak na Równinach. Tamtejsze tereny były porośnięte lasami i poprzecinane różnymi ciekami wodnymi które służyły jako trakty komunikacyjne. Głównym środkiem lokomocji była łódź lub własne nogi a koń był bardziej rodzajem ciekawostki i luksusu. Chociaż wraz z kolonizacją Wschodu rosła liczba dróg i rozwijał się transport konno-kołowy to jednak samo to zwierzę nie wywarło masowego wpływu na kulturę i życie tamtejszych tubylców.
Użytkowanie konia dokonało totalnego przełomu w życiu lwiej części plemion Zachodu, we wszystkich jej dziedzinach. Indianie początkowo nazywali konie "tajemniczymi psami” lub "dziwnymi łosiami" - nazewnictwo zależało od narzecza. Wynikało to zarówno z podobieństwa (oczami Indian) nowych zwierząt  do psów i do jeleni, czyli zwierząt im znanych. Koczujący tubylcy za jedyne zwierzęta hodowlane mieli psy które były traktowane jako zwierzęta juczne i konsumpcyjne. W czasie wędrówek duże psy miały zakładane  specjalne juki na których umieszczane były ładunki. Również doczepiano do psiej uprzęży żerdzie od tipi do których przymocowywano pakunki. Ten sposób transportowania francuscy traperzy nazywali "travois" (włóki) i był on bardzo powszechny na Równinach. Część ładunków przenosiły na grzbietach kobiety i starsze dzieci. Później Indianie w identyczny sposób objuczali konie.
Jak wspomniano najprawdopodobniej pierwszymi użytkownikami koni byli Indianie Pueblo. Od nich konie drogą kradzieży (mniej handlu) uzyskali Navaho i Apacze - dwa nomadyczne pustynno - górskie plemiona które trudniły się głównie najazdami i kradzieżami, a obiektem ich rajdów byli głównie osiadli rolnicy Pueblo. Chociaż konie bardzo przypadły tym plemionom do gustu i szeroko je stosowano to nie zawsze (zwłaszcza w czasie wypraw łupieżczo - złodziejskich) polegano na nich. Często zdarzało się że pojedynczy wojownik lub mała kilkuosobowa grupka szła na wyprawę piechotą. Z założenia łatwiej było ukryć się wtedy na terytorium wroga - zwłaszcza w górskich ropadlinach a konie swoim zachowaniem nie zdradzały właścicieli . Ideałem koniokradów tych plemion było iść na wyprawę piechotą a wrócić na koniu. Tak było na początku, później jak Apacze walczyli już niemal ze wszystkimi - głównie z Amerykanami i Meksykanami - osaczani ze wszystkich stron, nikt już nie wyruszał na wyprawy pieszo. Koni było dużo a Apacze musieli polegać na ich rączości i wytrzymałości zarówno w czasie ataku jak i w ucieczce. Większość Navaho obserwując styl życia Pueblo a później hiszpańskich osadników, ich wzorem zaczęli parać się rzemiosłem, uprawiać ziemię, hodować zwierzęta domowe z których najpowszechniejsze i jako pierwsze były właśnie konie. Zarówno te trzy wymienione plemiona jak i inne ludy z regionu Południowo-Zachodniego posiadały na dobre konie już na przełomie lat 80-tych i 90-tych XVII wieku. Na początku XVIII wieku w posiadanie tych zwierząt weszli Szoszoni z grup zachodnich i Ute, około 1730 roku dotarły one do Szoszonów Północnych a za ich pośrednictwem do plemion Płaskowyżu (Kutenai, Nez Perce i inni). Grupa wschodnich Szoszonów, najprawdopodobniej aby być bliżej południowego źródła zaopatrzenia w konie, odłączyła się od pobratymców z Wielkiej Kotliny i ruszając na południe i wschód około 1755 roku przekroczyli rzekę Arkansas, aby pospołu z Kiowa i Czejenami Południowymi panować na Równinach Południowych ponad 100 lat. Historia zna tych Indian pod mianem Komanczów o czym już wspomniano. Francuscy kupcy widzieli konie na równinach Kansas około 1745 w posiadaniu Czejenów. Po połowie XVIII wieku konie trafiły na środkowe i północne obszary Równin, a najdalsze skraje wschodnie i północne zostały "opanowane" przez konie do końca stulecia.
Przed szerokim zastosowaniem nowego zwierzęcia, późniejsi koczownicy zamieszkiwali głównie obrzeża Wielkich Równin lub doliny rzek. Po Równinach wędrowały grupy które poszukiwały ziem pod zasiedlenie i traktowały je jako trasę tranzytową w handlu (takowy dalekosiężny istniał jeszcze w czasach przedkolumbijskich). Plemiona w małych grupach zamieszkiwali stałe osady, skaładające się z ziemnych chat, otoczonych całościowo wałami ziemnymi, palisadą a czasami fosą, często w zakolach rzek, na terenie wyniosłym, naturalnie nadającym się do obrony. Głównym zajęciem było rolnictwo, zbieractwo, nad dużymi zbiornikami rybołóstwo i łowiectwo na tzw. "płową zwierzynę" i ptactwo. Chcąc skorzystać z ogromnych "gór mięsa" w postaci bizonich stad, dwa razy do roku większość mieszkańców opuszczała osady, udając się na szeroko zakrojone, kolektywne polowanie na te zwierzęta. Jesienią polowano celem zdobycia zapasów na zimę, gdy bizony były tłuste po letnich wypasach i posiadały gęste futro na zimę, a wiosną uzupełniano zapasy zjedzone przez zimę. Polowano albo przy użyciu metod prehistorycznych (zagrody - pułapki, nagonka na przepaść czy w ślepy zaułek), albo metodą podkradania się myśliwych, zamaskowanych w zwierzęce skóry (wilka, antylopy, na północy - karibu). Ta druga metoda była tym bardziej praktykowana gdy na Północnych Równinach pojawiła się broń palna przed końmi. Dobry, zamaskowany strzelec, posiadający kilkanaście kul wraz z prochem, mógł zabić kilka sztuk bizonów - sam, nie narażając się na szwank jeśli robił to z odpowiedniej odległości. Ten sposób był dobry dla polujących grup, zbyt małych na to żeby przygotować pułapkę czy zorganizować nagonkę. Poruszając się po stepie całymi rodzinami, myśliwi ci ładunki przenosili - jak już wspomniano - na grzbietach psów i ludzi. Taka wyprawa mogła trwać nawet do kilku tygodni i w czasie postojów mieszkano w namiotach zwanych - w języku sju - "tipi" (błędna nazwa to "wigwam"). Z uwagi że żerdzie do nich ciągnęły psy, siłą rzeczy nie mogły one być zbyt obszerne. Prawdopodobnie ich średnica u podstawy nie przekraczała 2,5 metra. Pokryte były poszyciem wykonanym ze zszytych , wyprawionych skór bizonich. Prawdopodobnie inspiracją do tego typu schronień mogły być stożkowate, pokryte płatam kory, matami z sitowia, czy skórami, konstrukcje spotykane w Regionach Arktycznym i Subarktycznym. Po zdobyciu wystarczającej ilości zapasów mięsa i skór taka grupa wracała do swojej osady. Takie wędrówki na piechotę trwały długo i były bardzo żmudne, z pewnością dochodziło do pewnych strat związanych z trudami takich eskapad. Nieliczne wędrujące grupy, mające swój dom tam gdzie rozbiją tipi, siłą rzeczy nie mogły posiadać zbyt wiele dóbr materialnych, gdyż gromadzenie ich i transportowanie pochłaniałoby wiele czasu i energii. Przedmioty codziennego użytku, ubrania, żywność, broń, narzędzia, musiały być ograniczone do minimum żeby nie spowalniały marszu i pozwałały zachować siły do wędrówki, zwiadu, polowania czy walki. Powszechną praktyką było pozostawianie na pastwę losu, chorych i niedołężnych członków grup, porzucanie słabych i kalekich. Należy wspomnieć że plemiona osiadłe lub półosiadłe z Płaskowyżu i Kotliny również sezonowo wybierały się na Równiny w celach łowieckich, po czym wracały do siebie. Oczywiście w czasie takich wypraw dochodziło do tarć i niesnasek między obcymi grupami na kanwie "konfliktu interesów" czyli dostępu do łowisk. Nierzadkie były potyczki, masakry i niszczenie obozowisk wraz z zapasami.
Teraz niemal wszystko miało ulec zmianie.
Powszechna dostępność koni znacznie zwiększyła mobilność tubylców i poprawiła ich poziom życia w sensie ogólnym. Nie porzucano już starszych i niedołężnych, można było budować większe tipi, gromadzić i transportować więcej żywności i innych dóbr, zwiększyć efektywność polowań a także zasięg i skuteczność wypraw wojennych. Plemiona z Płaskowyżu i Kotliny dzięki koniom mogły planować i realizować znacznie większe ekspedycje myśliwskie na Równiny, mogły ubić znacznie większą liczbę bizonów, zabrać ze sobą więcej mięsa i skór. Zintensyfikowało to skalę konfliktów zbrojnych, gdyż plemiona Równin zazdrośnie strzegły swych łowisk i nie życzyły sobie konkurencji w postaci przybyszów z ościennych regionów.
Rozpoczęła się swoista "kultura konia" lub -  jak chce N. Scott Momaday -  "kultura centaurów", czyli właściwy rozwój historycznych społeczności Wielkich Równin. Zasadniczo przy użyciu konia dokonały się masowe wędrówki i "etniczne" roszady na Równinach. Lwia część plemion porzuciła życie rolników i stała się typowo nomadycznymi, konnymi myśliwymi. Wspomniano już stopniowy eksodus Szoszonów z Kotliny, powstanie plemienia Komanczów, wędrówkę Kiowa i coraz częstsze rekonesanse Czarnych Stóp i Kri na Równinach Północnych. Ze wschodu na zachód na Równiny przybywali Czejenowie, Arapaho, Absaroka, Hidatsa, Mandan i duże plemię Dakotów zwanych Sjuksami, z południowego - wschodu Paunisi i Arikara.  Wszystkie te plemiona przeszczepiły na Równiny całą różnorodność kultur, które pod wpływem specyficznego środowiska naturalnego, wspólnych kontaktów handlowych i militarnych, upodobniły się do siebie, zwłaszcza pod względem stylu życia a co za tym idzie ekonomii, wartości i organizacji, nie zatracając przy tym swego plemiennego etosu. Należy wspomnieć że na wschodnich obrzeżach Równin - głównie nad Missouri ostały się rolnicze osady takich plemion jak: Ponca, Omaha, Iowa, Oto, Arikara, Pauni, Hidatsa, Mandan. Indianie ci pomimo że zaczęli użytkować konie i zwiększać zasięg swoich wypraw myśliwskich i wojennych, to w dalszym ciagu zamieszkiwali stałe osady i nie porzucili rolnictwa. Nie jest dokładnie znana przyczyna tego stanu rzeczy ale popularnie uważa się że były to małe społeczności (nawet jak na tamte strony) i mogłyby nie wytrzymać konkurencji w walce o prawa do ciągłych wędrówek po Równinach z liczniejszymi i tym samym silniejszymi plemionami. Wydarzenia z przełomu XVIII i XIX wieku - w postaci masowych wędrówek dużych plemion niejednokrotnie kosztem mniejszych grup - mogą wykazać trafność takiego rozumowania.
Jeśli Równiny Południowe zostały zdominowane przez alians Komanczów i Kiowa (później dołączyli Południowi Czejenowie) to w części środkowo - północnej prym wodzili Sjuksowie. Część historyków uważa że mniej więcej na przełomie XV i XVI wieku przodkowie tych Indian mogli zamieszkiwać okolice wybrzeża Atlantyku na terenie dzisiejszego stanu Karolina Południowa. Za tą tezą przemawia fakt istnienia tam do dzisiaj enklawy szczepu Catawba który mówi językiem niemal identycznym jak Dakota. Inni twierdzą że to mógł być tylko odłam Sjuksów który zawędrował tak daleko na wschód. Jakby nie było Sjuksowie do czasów użytkowania koni mieszkali na zachodnich brzegach Wielkich Jezior, skąd większość wywędrowała za Missisipi a później za Missouri. Ich właściwa nazwa to "Dakota" ale w trakcie wędrówki wykształciły się trzy duże grupy tych Indian zwane zgodnie ze swoimi narzeczami - licząc ze wschodu na zachód: Dakota (Santee), Nakota (Yankon i Yanktonai) i Lakota (Teton). Pisząc bardzo ogólnie, ci pierwsi zamieszkiwali najbardziej na wschód w dzisiejszym stanie Minesota, Nakota na prerii między Missisipi a Missouri, Lakota na Równinach między Górami Skalistymi a Missouri. O ile Santee i Nakota pędzili jeszcze częściowy styl życia rolników i zbieraczy, to Lakota od drugiej połowy XVIII wieku stali się stepowymi nomadami. Byli bardzo liczni (składali się z siedmiu szczepów posiadających świadomość wspólnego pochodzenia), dobrze uzbrojeni w broń palną uzyskaną poprzez kontakty z francuskimi kupcami i bardzo mobilni od czasu jak dosiedli koni. Tak jak azjatyckie hordy zamieszkali na stałe w namiotach i ciągnęli na zachód jak ongiś one. Na początku XIX wieku najechali i narzucili swoją supremację rolniczym Mandanom i Hidatsom (nie pozabijali wszystkich ponieważ potrzebowali ich do handlu). Wojowniczych lecz słabszych liczebnie Arikarów uczynili kimś na podobieństwo helotów. W 1804 roku najechali Ponków i zmusili ich do szukania schronienia u pokrewnych Omahów. W jednej z bitew z Lakotami zginęło ponad 60 Ponków i nawet łącząc siły z Omahami nie byli w stanie oprzeć się najeźdźcom. Jedno po drugim małe plemiona - Osagowie, Missouri, Oto - musiały ustępować ze swoich terenów. Parcie Lakotów było tak intensywne że Arapaho i Czejenowie około roku 1820 zawiązali sojusz przeciwko nim. W tym samym czasie Lakoci zadali  cios Indianom Absaroka - kiedy większość wojowników była na polowaniu, napadli na ich duży obóz, zabili pozostałych mężczyzn i uprowadzili ponoć kilkaset kobiet i dzieci. Duży opór najeźdźcom stawiało plemię Paunisów, lecz w 1839 roku  w walkach zginęło ich około 100, w 1843 roku około 70, a w 1847 roku Sjuksowie zniszczyli ich osadę zabijając 83 mieszkańców. Na zachodnim skraju Równin również w podobnej sytuacji znaleźli się Szoszoni. Słynny alians między Sjuksami a Czejenami i Arapaho został zawiązany dopiero gdzieś w połowie XIX wieku, ale zdarzały się pomiędzy tymi grupami w dalszym ciągu drobne , krwawe utarczki i kradzieże koni.
Zdobytą supremację nad tymi rolniczymi plemionami znad Missouri, Lakotowie starali się utrzymać jeszcze w czasach gdy mieszkali już w rezerwatach i wydawało się że zamierzają się amerykanizować. Pomijając fakt że na wskutek biurokratycznego bałaganu w Waszyngtonie, rezerwat plemienia Ponca został włączony do terytorium Sjuksów przyznanego im na mocy traktatu z 1868 roku, to Lakotowie bezustannie nękali Ponków rządając haraczu w postaci koni i przy okazji zabijając bydło dla zabawy. Grozili też ze siłą zmuszą ich do opuszczenia terenów które uważali za swoje, podbite przez ich dziadów pół wieku wcześniej. Rzecznik plemienia Ponka - Peter le Claire - pisał że przez siedem lat (do wojny o Czarne Wzgórza) "(...) nasi ludzie musieli pracować w swych ogrodach i na polach kukurydzy, tak jak pielgrzymi w Nowej Anglii... z motyką w jednej ręce, a strzelbą w drugiej". W 1873 roku grupa Sjuksów - uzbrojona w nowoczesną broń do polowań, dostarczoną do rezerwatu w ramach dostaw rządowych - napadła na obóz Paunisów polujących na bizony. Zabili około 100 osób, w tym prawie 39 kobiet i 10 dzieci, porwali 11 osób, uprowadzili 100 koni i ukradli 800 bizonich skór. Masakra ta odbiła się szerokim echem za pośrednictwem prasy w całym kraju i wywołała falę oburzenia opinii publicznej, tym bardziej  że wśród zabitych byli znani i lubiani wodzowie Paunisów, propagujący wśród swoich amerykański styl życia, zasłużeni i odznaczeni w walce u boku armii w obronie cywilnych osadników przed napadami wrogich Indian. Przesądziło to o losie Paunisów których ocalałe resztki ostatecznie przesiedlono z Nebraski na teren dzisiejszego stanu Oklahoma. Normalną rzeczą były niemal co sezonowe napady Lakotów na rezerwaty tych Indian których najechali przed półwieczem. Pomimo obecności i władzy amerykańskiej administracji na tych terenach oraz istniejącemu systemowi rezerwatów, Sjuksowie uważali się tam za gospodarzy i właścicieli ziemi, zupełnie negując prawa plemion z którymi walczyli i w konsekwencji wypierali ze spornych obszarów.
Rzecz jasna plemiona nie tylko zaopatrywały się w konie drogą handlu i kradzieży. Powszechna i oczywista stała się hodowla tych zwierząt a niektóre plemiona słynęły z tego nowego zajęcia. Wbrew pozorom to nie społeczności Wielkich Równin były najbardziej zasobne w konie, i nie Indianie regionu południowo - zachodniego, którzy jako pierwsi zaczęli te zwierzęta użytkować. To grupy tubylców z Płaskowyża (Nez Perce, Umatilla, Cayuse, Kutenai i inne) zasłynęli z hodowli i bogactwa w konie a sprzyjamy ku temu warunki naturalne. Region ten posiadał wiele naturalnych pastwisk z pożywną paszą w postaci  soczystej trawy rosnącej w dolinach czystych rzek tworzących naturalne rozlewiska; posiadał także specyficzny mikroklimat w postaci rześkiego chłodu latem (z uwagi na wysokość położonego terenu) a niskie temperatury zimą można było zniwelować poprzez  zapędzenie stada do jakiegoś kanionu czy wąwozu w dolinie, gdzie nie wiały tak bardzo wiatry i nie dokuczały tak bardzo mrozy. Naturalne przeszkody powstrzymywały zwierzęta przed odejściem zbyt daleko i chroniły je przed złodziejami. Na Równinach i na południowym-zachodzie mroźne, wietrzne zimy zawsze powodowały pewien procent strat w źrebiętach a w upalne lata trawa nie wszędzie była wysokiej jakości. Do tego dochodziły ciągłe kradzieże koni, więc zdarzało się że jakaś rodzina w przeciągu kilku miesięcy z bogatych hodowców koni stawała się bardzo ubogimi  z powodu straty inwentarza - lub zupełnie odwrotnie. Na Płaskowyżu nie było tak szeroko występującego zjawiska wojen a co za tym idzie tak zorganizowanego procederu koniokradztwa jak na Równinach. Staranne, selektywne rozmnażanie koni pomogło niektórym plemionom Płaskowyżu - zwłaszcza Nez Perce - stworzyć ogromne stada koni. Nez Perce stali się prawdziwymi ekspertami w tej dziedzinie. Eliminowanie słabszych ogierów - głównie przez kastrację, pozwoliło im wyselekcjonować konie słynące z szybkości i wytrzymałości. Wśród nich szczególnie uwagę zwracał koń, wyhodowany przez tych Indian, znany pod nazwą appaloosa.
Bogactwo plemion Płaskowyżu w postaci ogromnych stad koni zrobiła ogromne wrażenie już na członkach ekspedycji Lewis'a i Clark'a, która przemieszczała się przez ten teren w 1806 roku. Wedle zachowanych relacji, na jednego mężczyznę Nez Perce, przypadało często od 50 do 100 koni, zaś 50 lat później wedle wiarygodnych informacji, jedna rodzina indiańska regionu mogła posiadać nawet 1500 koni (!). Dla porównania plemię Absaroka, uchodzące za najbogatsze w konie plemię północno - zachodnich Równin, mieli średnio po 7 sztuk tych zwierząt na jeden namiot w roku 1805, i po 15 koni w 1830 roku.
Wszechobecne z czasem zjawisko posiadania koni przez Indian we wszystkich dziedzinach ich życia, rzecz jasna odbijał się na ich psychice i duchowości. Koń stał się dla tubylców synonimem siły, szybkości, wolności, wdzięku, mądrości, tajemnej magii, witalności i męskiej potencji. Wg opowiadań handlarzy, Komancze w czasie seksualnego zbliżenia do swych kobiet, rżeli i parskali jak konie, przy czym preferowali pozycję "od tyłu" zupełnie jak te zwierzęta. W galopie rozwiane grzywy i końskie ogony były dla Indian swoistym "widzialnym wiatrem", koń stawał się jego częścią a siedzący na nim jeździec elementem tego witalnego i szybkiego żywiołu. Dlatego coraz częściej - wraz z rozpowszechnianiem się konia - Indianie zaczęli zapuszczać długie włosy a do czasu aż urosły, wydłużali je poprzez doczepianie końskich ogonów lub grzyw. Podzczas pieszych wędrówek, pracy, polowań, walki, zwiadu i innych czynności jeszcze bez użycia konia, długie włosy byłyby mało praktyczne a czasami wręcz niewygodne. Częściowo były ścinane lub zawiązywane na różne sposoby. W czasie konnej jazdy długie włosy nie były przeszkodą, a jak wyżej przedstawiono - były wręcz preferowane.
Wspomniano wyżej o "włosach" konnych Indian, dlatego warto poruszyć bardzo prozaiczny i mało zgłębiany temat typów uczesań u Indian i problem golenia twarzy. Te dwa zjawiska budzą bowiem wiele nieporozumień. To nieprawda że wszyscy Indianie nosilli długie włosy i mieli gładko ogolone twarze a golić i strzyc się zaczęli w rezerwatach.  Indianie jako z pochodzenia Azjaci posiadali bardzo skąpe owłosienie ciała. Lwia część plemion czuła wstręt do nawet tak skromnego owłosienia i zawzięcie je usuwała. U dojrzewającej młodzieży obojga płci, panował zwyczaj wyrywania sobie włosów z całego ciała (oprócz głowy) tylko gdy się pojawiły wraz z cebulkami. Z czasem taki zabieg u większości osób powodował obumieranie cebulek i powstrzymanie procesu rośnięcia. Ale nie każdy organizm jest taki sam i nie każdy osobnik poświęcał się temu żmudnemu i czasochłonnemu zabiegowi kosmetycznemu. Niektórzy Indianie posiadali bardzo skromne wąsy i brody, co zupełnie odbiegało od ogółu danej grupy. Dobrym przykładem będzie tu wódz Indian Kiowa - Satank, który przedstawiony jest na jednym ze zdjęć z typowo "azjatyckim" - czyli bardzo rzadkim zarostem w postaci brody i wąsów. Takich przypadków z pewnością było więcej. W takim plemieniu jak Nawaho, noszenie wąsów (brody już raczej nie) było rzeczą praktykowaną przez pewien odsetek mężczyzn. Tacy wodzowie jak Manuelito czy Barboncino, posiadali iście sumiaste wąsy. Mogło to być spowodowane kontaktami z Hiszpanami a potem Meksykanami, którzy - jako typowi macho - nosili wąsy bardzo często. Inni Indianie z tego regionu także nierzadko nosili wąsy i brody. Tubylcy regionu Północno-Zachodniego bardzo często posiadali  zarost twarzy i starali się go pielęgnować. Później, jak Indianie coraz częściej obcowali z białymi i jak z czasem starali się do nich upodobnić, do dobrego tonu należało noszenie wyszukanego zarostu na modłę "cywilizowanych", plus oczywiście typowy strój skladający się z marynarki, koszuli, kamizelki, spodni i butów - do tego kapelusz i nieodłączna laska. Strój zmieniał się w zależności od epoki historycznej i od mody,  ale zasada była zawsze niezmienna - upodobnić się w wyglądzie do białych. Z czasem, tubylcy mieszali się genetycznie z białymi (i czynią to nadal) poprzez relacje seksualne i w konsekwencji zakładanie rodzin, dlatego dziś zarost u rdzennych Amerykanów jest czymś tak oczywistym jak i u Amerykanów nieindiańskiego pochodzenia.
Jeśli idzie o fryzury sprawa wygląda podobnie. Indianie leśni (zwłaszcza ci znad Atlantyku) nosili  bardzo wyszukane uczesania. Niektórzy wygalali głowy prawie zupełnie, inni częściowo, powszechne były "irokezy" (nazwa pochodzi od plemienia które w mniemaniu białych tylko tak się nosili - ale to nieprawda) - właściwa nazwa to "moconi" z języka Algonkinów. Czasami połowę głowy wygalano, druga była zapleciona w warkoczyki itd. Wszystko zależało od fantazji a ta od uwarunkowań kulturowych i praktycznych. Bardzo sprawę uproszczając, z grubsza założyć można że na wschód od rzeki Mississipi, przeważało wygalanie głowy a na zachód od niej zapuszczanie włosów. Ale było to tylko reguła, bo np. starzy wojownicy Irokezów i innych plemion regionu zapuszczała długie włosy, a Apacze jeszcze w połowie XIX wieku idąc na wojnę wygalali głowy pozostawiawszy wąski kosmyk jako skalp dla wroga który pokona wojownika w walce. Jak wspomniano wyżej Indianie Równin skracali sobie włosy i częściowo wygalali głowy do czasu aż zaczęli jeździć konno. Mogły tu być istotne impulsy kulturowe ze wschodu, który dotarły na Równiny wraz z plemionami - a jak wspomniano, wędrówki plemion były intensywne. Dlatego np. część Paunisów, Osagów, Ponków, Arikarów nosiła "moconi". Częściowe podgalanie głowy i skaracanie włosów obecne było u Sjuksów Santee (znowu wpływy leśne...). Dalej na zachodzie plemiona raczej nosiły naturalnej długości włosy, tylko częściowo i fragmentarycznie je przycinając ("sterczące grzywy" Nez Perce i Absaroka). Długie włosy noszono rozpuszczone, zaplecione w dwa lub więcej warkocze, związane w węzeł lub "kitkę". Powszechną praktyką było smarowanie włosów różnego rodzaju pomadami z tłuszczu, jako zabezpieczenie przed insektami i po prostu ze względu na swoiście rozumianą higienę. Kulturowe nawyki zazwyczaj biorą się z uwarunkowań praktycznych. W społecznościach leśnych, dlugie włosy raczej byłyby przeszkodą i zawadą (zaplątanie włosów w gałęzie lub cięciwę łuku, łatwość chwycenia przez przeciwnika w walce wręcz itp.). Poza regionem leśnym raczej nie było tego problemu w takiej skali (przynajmniej kwestia gęstych gałęzi), więc wygalanie głowy nie było tak powszechne a do społeczności rolników osiadłych nad Missouri przybyło jako element kulturowy.
Tak oto "beztrosko i swobodnie żyjąc na łonie natury niczym w rajskim ogrodzie Edenu" rdzenni Amerykanie rozwijali swoją kulturę na terenach Ameryki Północnej we wszystkich jej dziedzinach i aspektach - w myśl wszechobecnych stereotypów dominujących w umysłach i pragnieniach ich bezkrytycznie i romantycznie nastawionych namiętnych miłośników ...

      
... ciąg dalszy wkrótce ...
                       


BIBLIOGRAFIA:
1. Grzegorz Swoboda "Little Big Horn 1876", 1998
1. Haynes Gary "The Early Settlement of North America. The Clovis Era", 2002
2. Wiley P., "Prehistoric warfare on the Great Plains skeletal analysis of the Crow Creek massacre victims", New York 1990
3. MacGinnis Anthony, "Counting Coup i Cutting Horses: Warfare Intertribal on The Northern Plains 1738 - 1889", Evergreen 1990
4. Smith John, "The True Travels, Adventures and Observations of Captain John Smith ", (1630), 2007c
5. Wallace, Paul A. W., "Indians in Pennsylvania". Pennsylvania Historical and Museum Commission. (1961; 2nd edition, 2007).
6. Lupold, Harry Forrest & Haddad, Gladys, "Ohio's Western Reserve". Kent State University Press,1988
7. Hackett Charles Wilson, "Revolty of the Pueblo Indians of New Mexico", Albuquerque 1942
8. Lewis Oscar, "The Effects of White Contact Upon Blackfoot Culture". Centennial Anniversary Publication, America Ethnological Society 1842 - 1942, University of Washington Press, Seattle 1942.
9. Charles C. Mann, "1491: New Revelations of the Americas Before Columbus", 2005
10. N. Scott Momaday " The Names: A Memoir " 1976.
11. Hoopes Alban W., "The Road to Little Big Horn - and Beyond" New York 1975
12. Howard James H. "The Ponca Tribe" (U.S. Bureau of American Ethnology Bulletin 195) Washington D.C. 1965
13. John Smith,  "A True Relation of Such Occurrences and Accidents of Note as Happened in Virginia " (1608), 2007 a
14. John Smith, "The Generall Historie of Virginia, New-England, and the Summer Isles " (1624), 2007b
15. Charles C. Mann, "1493: Uncovering the New World Columbus Created ", 2011
16. Thompson David, "David Thompson's Narrative of His Explorations in Western America, 1784 - 1812 ", Edited by Joseph Burr Tyrell. The Champlain Society Publications, vol. 12, Toronto 1916.
17. Teit James A., "The Salishan Tribes of the Western Plateaus ". Edited by Franz Boas. Extract from 45th Annual Report of the Bureau of American Ethnology to the Smithsonian Institution. Washington, D.C. 1930.
18. Ewers John C. "The Horse in Blackfoot Indian Culture ", (Smithsonian Institution, Bureau of American Ethnology), Washington D.C. 1955

6 komentarzy:

  1. Ogromna szkoda że wysadziłeś wampum Anny...za burtę canoe...jakże Śnieżny Sokół...teraz się odniesie...do Jej wypowiedzi..w bardzo prawej własnej...native opowieści?😒Nie sposób😑

    OdpowiedzUsuń
  2. Koronna praca Twojego żywota Lupus...jednoznacznie potwierdziła przypuszczenie moje...co oznacza zamienić nośność w sercu,myśli Człowieczej...na nagi i bezwzględny zwierzęcy już w sumie...instynkt przetrwania...w pustyni i w puszczy😒

    OdpowiedzUsuń
  3. Skoro praca Koronna...to i moja wypowiedź...też Berłem podparta być musi...oraz Jabłkiem Królewskim...dla pani Anusi😁Howgh.😑

    OdpowiedzUsuń
  4. Śnieżny Sokół...to najlepszy indiański Zwiadowca Pani Marysieńki😉

    OdpowiedzUsuń
  5. Pamiętaj historie pisza zwycięzcy i wiele tak zwanych (faktow) nie ma wiarygodnych źródeł zawsze są 2 strony a ja wolę słuchać tych co u siebie dalej są niewolnikami więc pozdro z dalszym ciągiem

    OdpowiedzUsuń
  6. 32 yr old Executive Secretary Alic Linnock, hailing from Gaspe enjoys watching movies like Parasite and Gunsmithing. Took a trip to Historic Area of Willemstad and drives a Sebring. uzyskac wiecej

    OdpowiedzUsuń